Siedzimy w igloo prawie godzinę.
Zwinięci razem na polarowych kocach, popijamy gorącą czekoladę, która jest już letnia, ale w jakiś sposób wciąż idealna. Pianki ledwo zachowują swój kształt, leniwie unosząc się w kubku, który kołyszę w dłoniach. Jego ramię owija moją talię, dłoń spoczywa ciepło i opiekuńczo u podstawy mojego kręgosłupa, jakby potrzebował mnie tak blisko, jak ja potrzebuję jego.
Op






