Całuje mnie ponownie, miękko i powoli, jakby próbował zapamiętać kształt mojego uśmiechu. Jakby próbował uspokoić też swój oddech. I gdybym nie wiedziała lepiej – nie wiedziała, jak starannie strzeże burzy ukrytej za swoimi oczami – prawie bym przysięgła, że widzę tam błysk czegoś wilgotnego, czegoś szklistego, co grozi wypłynięciem.
Łzy.
Może szczęścia. Albo takie, które są zbyt skomplikowane, by






