Nie chciałam wychodzić z mieszkania.
Boomer nie pytał.
On mi *oznajmił*. Bez ogródek. Tym cichym, opanowanym głosem, który nie brzmi jak rozkaz, dopóki nie uświadomię sobie, że robię dokładnie to, co powiedział. Wręczył mi czyste ubrania, dał mi dwadzieścia minut i oświadczył: „Idziemy coś zjeść. Prawdziwe jedzenie. Takie, którego nie przypaliłem”.
Nie żebym stawiała zbyt duży opór.
A teraz… stoję






