Max trąca mnie łokciem w bok, gdy mijamy automaty z napojami, a odgłosy uczniów odbijają się echem od wyłożonych kafelkami podłóg. Jego ramię wciąż spoczywa na moich barkach, jakby tam przynależało.
„Dobra” – mówi. „Bądź szczera. Myślisz kiedyś o tym, żeby po prostu... zniknąć w górach i zostać kryptydą zamiast kończyć rok szkolny?”
Prycham. „W każdy poniedziałek rano”.
„Dobrze” – mówi. „Więc mój






