Leżymy tak w ciszy.
Jej palce kreślą leniwe kółka na moich żebrach, lekkie jak piórko, jakby rysowała mapę, którą tylko ona potrafi odczytać. Moja dłoń spoczywa rozpostarta na jej biodrze, a wgłębienie jej talii pasuje do mojego wnętrza dłoni, jakby zostało wyrzeźbione specjalnie dla mnie. Ręcznik wciąż jest luźno owinięty wokół niej, ale zsuwa się – zaledwie odrobinę – a ja nie ważę się go popraw






