W kuchni panuje półmrok, rozświetlony jedynie blaskiem spod szafek i cichym szumem czajnika. Moje nogi wciąż są trochę jak z waty – fakt, którego udaję, że nie zauważam, otwierając szafkę i chwytając puszkę z jaśminową herbatą.
Asher stoi za mną, bez koszulki, w dresach wiszących nisko na biodrach, wyglądając bardzo jak mężczyzna, który właśnie zrujnował mnie w łóżku, a potem postanowił zaparzyć w






