Moje nogi są jak z galarety, kok się rozlatuje, a żebra wciąż bolą po tym ostatnim pas de deux, ale nawet mnie to nie obchodzi. Jestem na jakimś popróbnym haju, sama adrenalina i niedowierzanie, wciąż niosę się na fali tego, że prawie wyszło idealnie.
Luc rozciąga się obok mnie, jedną nogę przyciągając do klatki piersiowej. – Twoje fouettés były dzisiaj solidne.
– Solidne? – prycham, sięgając w dó






