Punkt widzenia Penelope
Powietrze w gabinecie Edwarda wydało mi się zimniejsze, gdy tylko przekroczyłam próg. I nie chodziło tylko o temperaturę – to on. Stał przy oknie, odwrócony do mnie plecami, z rękami schludnie włożonymi do kieszeni.
Wyglądał dobrze. Zbyt dobrze.
Oczywiście, nie odwrócił się od razu. Chciał, żebym poczekała, żeby mi przypomnieć, że to jego przestrzeń, jego czas.
Nienawidziła






