Perspektywa Edwarda
Drzwi zatrzaskują się z takim impetem, że aż ściany drżą.
Mój ojciec wpada jak cholerne trzęsienie ziemi, ciskając piorunami na mnie i Penelope, jakby miał zaraz spalić to miejsce doszczętnie.
– Co tu się, kurwa, dzieje? – ryknął.
Penelope spina się obok mnie, wstrzymując oddech. Czuję, jak drży przez krótką chwilę, zanim unosi brodę i wykrztusza: – Przepraszam, panie Wilder.
N






