Sierra zamiera, a moją klatkę piersiową ściska niedowierzanie.
– Nieprawda! Nie było mnie w domu aż do dzisiejszego popołudnia – mówi spokojnie, ale z napięciem, jej głos jest twardy od gniewu.
Brook drwi, schodząc o kilka stopni, jej obecność jest jak przewód pod napięciem. – Kłamiesz. Gdybym nie była wystarczająco szybka, spadłabym ze schodów i zrobiła sobie krzywdę.
– Brook… – warczę, ale ona m






