Przybywa gorąca czekolada. Ona oplata dłonie wokół kubka… albo próbuje, ale wciąż trzęsą się tak bardzo, że ledwo może utrzymać go stabilnie.
– Tutaj – mruczę, przysuwając się bliżej.
Przykrywam jej dłonie moimi na tyle, by przytrzymać dla niej kubek. Jej oddech więźnie w gardle, a ramiona opadają o ułamek.
– Jest w porządku – mówię cicho. – Jesteś bezpieczna. Mam cię.
Jej gardło pracuje, gdy prób






