PUNKT WIDZENIA AMARY
Richard uśmiechał się tak, jakbyśmy byli starymi przyjaciółmi. Dobrze wiedział, że go nie znoszę – to żadna nowość. Wiedział też, że działał pod presją czasu, bo nie było mowy, żebym została tu z nim sama, nie wzywając swoich partnerów.
– Nie powinieneś tu być – oznajmiłam w końcu, krzyżując ramiona na klatce piersiowej i wpatrując się w niego. – Powinieneś stąd odejść.
– Oczy






