Evelyn
Leśna ścieżka zwężała się, gdy Devon i ja wjeżdżaliśmy głębiej w terytorium. Nasze konie poruszały się ostrożnie, wyczuwając nasze napięcie po ataku na Richarda. Poranne słońce przenikało przez korony drzew, tworząc na ziemi cętkowane wzory, które w innych okolicznościach byłyby piękne.
– Powinniśmy dotrzeć do wschodniej granicy za około godzinę – powiedział Devon cichym, opanowanym głosem.






