languageJęzyk

Rozdział 9

Autor: Katie22 mar 2026

Evelyn

The Garden było dokładnie tym, czego się spodziewałam – pomnikiem bogactwa i przywilejów. Kryształowe żyrandole zwisały z wysokich sufitów, rzucając pryzmatyczne światło na stoły przykryte nieskazitelnie białym lnem. Krzesła były obite prawdziwą skórą, a nawet powietrze pachniało luksusem – subtelną mieszanką rzadkich przypraw i dojrzewającego wina.

Maître d' omal nie potknął się o własne nogi, gdy Devon przekroczył próg.

— Panie Hall! — Mężczyzna skłonił się tak nisko, że pomyślałam, iż zaraz dotknie czołem podłogi. — Pański pokój VIP jest gotowy, proszę pana. Tędy, proszę.

Zdusiłam w sobie parsknięcie z obrzydzenia. *Kolejny wilk Alfa napawający się swoją władzą i przywilejami. Tacy są najgorsi – myślą, że wszystko i wszyscy należą do nich.*

Podążając za menadżerem restauracji przez główną salę jadalną, zauważyłam, jak inni goście wpatrują się w Devona z mieszaniną podziwu i zawiści. Sam menadżer szedł z takim namaszczeniem, że przez cały czas był praktycznie zgięty wpół.

Devon z kolei wydawał się całkowicie niewzruszony tym specjalnym traktowaniem. Szedł ze swobodną pewnością siebie kogoś, kto nigdy nie kwestionował swojego miejsca na świecie – nigdy nie musiał.

Gdy tylko zasiedliśmy w naszej prywatnej sali, natychmiast zjawił się kelner, by przyjąć zamówienia.

— Poproszę T-bone'a, krwistego — powiedział Devon, nie otwierając nawet menu.

— Dla mnie to samo! — wtrąciła radośnie Lily. — I bardzo proszę, żeby był mocno krwisty!

Kiedy kelner zwrócił się do mnie, powiedziałam: — Taki sam stek, ale dobrze wysmażony. I sałatkę ogrodową jako dodatek.

Devon uniósł brew. Czułam na sobie jego przenikliwy, badawczy wzrok, gdy kelner odchodził.

— Nie lubisz krwistego mięsa? — zapytał, tonem swobodnym, ale jego oczy błyszczały ostrym zainteresowaniem.

Wzruszyłam ramionami, celowo unikając jego spojrzenia. — Wolę dobrze wysmażone.

— To niezwykłe dla... — Przerwał, zerkając na zamknięte drzwi, zanim dokończył: — dla naszego gatunku.

— Dostosowałam się do ludzkich preferencji żywieniowych.

Devon pochylił się do przodu, nabijając na widelec kawałek pieczywa z koszyka stojącego między nami. — Surowe mięso daje nam siłę. To leży w naszej naturze.

— Moja natura uległa zmianie — odparłam sucho.

Kiedy przyniesiono nasze posiłki, steki Devona i Lily były rzeczywiście krwiste – czerwone soki zbierały się na ich talerzach jak krew ze świeżo upolowanej zwierzyny. Mój z kolei był całkowicie wysmażony, bez najmniejszego śladu różu.

Devon ukroił kawałek swojego steku; mięso było tak kruche, że nóż ledwie wymagał nacisku. Wyciągnął widelec w moją stronę. — Spróbuj tego. Twój wilk to doceni.

Pokręciłam głową. — Nie, dziękuję. Mój żołądek przyzwyczaił się do dobrze wypieczonego jedzenia.

Lily podniosła wzrok znad talerza, a w jej oczach zalśniła ciekawość. — Ale wszystkie wilki lubią krwiste mięso. Mamy to w DNA. — Przysunęła się bliżej, dyskretnie wciągając powietrze. — Ledwo wyczuwam twojego wilka. Zostałaś ranna?

Uśmiechnęłam się z przymusem, nie odpowiadając. Prawda – to, że od lat próbowałam wybudzić swojego wilka za pomocą specjalistycznych ziół – nie była czymś, czym chciałam się dzielić.

— Z jakiej watahy pochodzisz? — zapytała Lily, wycierając kącik ust serwetką. — Nie kojarzę, żebym widziała cię na którymkolwiek ze zgromadzeń.

— Nie należę do żadnej watahy — odparłam, a mój głos był chłodny i opanowany.

Oczy Lily rozszerzyły się. — Bez watahy? Ale każdy potrzebuje watahy! — Jej twarz rozjaśniła się nagłym natchnieniem. — Powinnaś dołączyć do naszej! Do Watahy Krwawego Kła z Seattle! Mój wujek jest Alfą, więc nikt nie odważyłby się ciebie dręczyć!

— Dziękuję, ale przywykłam do bycia zdaną tylko na siebie — powiedziłam, odkrawając kolejny kawałek steku z użyciem siły nieco większej, niż to było konieczne.

— Gdzie się zatrzymałaś w Seattle? — zapytała Lily, najwyraźniej zdeterminowana, by podtrzymać rozmowę mimo mojej ewidentnej niechęci.

— Dopiero co wróciłam do Seattle. Na razie mieszkam w motelu i szukam mieszkania.

— Mogłabyś zamieszkać u nas! — zaproponowała natychmiast Lily. — Mamy ogromne pokoje gościnne!

Pokręciłam stanowczo głową. — Cenię sobie prywatność, dziękuję.

— Jason — odezwał się nagle Devon, odwracając się do swojego asystenta, który jadł w milczeniu przy osobnym stoliku w pobliżu drzwi. — Czy nie mamy jakiegoś wolnego mieszkania pod wynajem?

Jason wyglądał na zaskoczonego, omal nie dławiąc się wodą. — T-tak, panie Hall.

— Nie stać mnie na to — powiedziłam szybko, czując się osaczona. — Nie mam teraz zbyt wielu pieniędzy.

Devon zmarszczył lekko brwi. — Jako studentka medycyny z twoimi zdolnościami z pewnością zasługujesz na lepsze warunki niż motel.

— Moja obecna sytuacja jest jaka jest — odparłam sztywno. — Zwykłe mieszkanie jest dla mnie bardziej realistyczne.

Devon wyglądał, jakby chciał dalej się spierać, ale, o dziwo, odpuścił.

---

Po kolacji Devon uparł się, że odwiezie mnie z powrotem do motelu. Lily została odwieziona do domu, więc w samochodzie zostaliśmy tylko we dwoje. Cisza między nami była gęsta od niewypowiedzianych pytań.

Kiedy dotarliśmy do Moon Light Motel, spodziewałam się, że po prostu mnie wysadzi. Zamiast tego zaparkował samochód i wysiadł.

— Co ty robisz? — zapytałam bez ogródek, gdy obszedł samochód i podszedł z mojej strony.

— Upewniam się, że bezpiecznie dotrzesz do pokoju.

Wysiadłam z auta, zachowując dystans. — Panie Hall, dlaczego to pan robi? Dlaczego pan do mnie zagaduje?

Devon oparł się o samochód, a jego wysoka sylwetka odcinała się na tle migoczącego neonu motelu. — Nocy, w której mnie ocaliłaś, zostałaś naznaczona jako cel. Ci ludzie mieli srebrne kule. To niebezpieczne dla samotnego wilka takiego jak ty.

Moje tętno przyspieszyło. — Skąd ma pan pewność, że polowali na mnie, a nie na pana, na Alfę?

— Tak czy inaczej, zawdzięczam ci życie. — Jego głos zniżył się. — Pozwól mi chociaż upewnić się, że będziesz dziś bezpieczna.

Stałam przed wejściem do motelu, ściskając klucze w dłoni. — Dziękuję za kolację i podwiezienie, ale tutaj nasze drogi się rozchodzą.

Devon pokręcił głową z wyrazem absolutnej stanowczości. — Muszę sprawdzić twój pokój. Tamci łowcy mogli cię tu wyśledzić.

Z niechęcią poprowadziłam go do środka, a w mojej głowie kłębiły się pytania. *Czego on tak naprawdę chce? Czy szczerze martwi się o moje bezpieczeństwo, czy kryje się za tym coś więcej?*

W ciasnej windzie potężna aura Alfy Devona wypełniła małą przestrzeń, utrudniając mi oddychanie. Jego zapach – sosny i czegoś dzikiego – otulił mnie, pobudzając te cząstki mojego wilka, nad których uśpieniem tak ciężko pracowałam.

Idąc korytarzem, przyspieszyłam kroku, zdesperowana, by zakończyć tę niekomfortową bliskość. Stojąc przed swoimi drzwiami, szamotałam się z kluczem, a moja dłoń lekko drżała.

— Jesteśmy na miejscu, panie Hall. Dotarłam do pokoju — powiedziałam, starając się brzmieć swobodnie.

Devon nie wykonał żadnego ruchu, by odejść. — Otwórz drzwi. Muszę się upewnić, że w środku jest bezpiecznie.

Ścisnęłam klucz, a w mojej głowie wirowały sprzeczne emocje. Przez trzy lata nikogo nie obchodziło moje bezpieczeństwo, moje dobro. Dlaczego teraz? Dlaczego on?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 9: Rozdział 9 - Zemsta Przeklętego Białego Wilka | StoriesNook