– Śmiało, krzycz, ile tylko chcesz. Krzycz, aż zedrzesz sobie gardło... To i tak niczego nie zmieni.
Hank wyglądał, jakby delektował się tą chwilą, a w jego oczach płonęła żądza.
– Emily, sama się w to wpakowałaś. Jeśli dzisiejszej nocy nie dopilnuję, byś dowiedziała się, jak to jest być braną mocno i brutalnie, równie dobrze mógłbym przestać nazywać się mężczyzną – powiedział, ciężko dysząc.
Szar






