Z Ostrzem Lamentu w dłoni, aura Maurice'a ponownie wezbrała. Jego pierwsze cięcie rozdarło powietrze, kreśląc zabójczy łuk w stronę Andrew.
Andrew zgrabnie przesunął się w bok, unikając bezlitosnego ciosu, ale drugie uderzenie Maurice'a uderzyło z taką siłą, że zostawiło w ziemi za nim półmetrowy rów.
– Smarkaczu, zabiję cię bez najmniejszego wysiłku! – ryknął Maurice. Pewność siebie znów w nim we






