Moje ciepełko potrzebowało całego tygodnia, by zniknąć. Przez cały ten czas płakałam za Rowanem, potrzebowałam jego dotyku, ale zostałam sama, przykuta do ściany mojej sypialni. Ból był straszny, ale wciąż nie dorównywał bólowi porodu, który wciąż pamiętałam aż nazbyt dobrze. Ale i to, i tamto bledło w porównaniu z widokiem mojego nowo narodzonego szczenięcia leżącego na mojej piersi, walczącego o






