155(1)
SLOANE
„Co to za miejsce, Jay?” pytam, odrzucając włosy do tyłu i obrzucając go wymownym spojrzeniem.
Jesteśmy w barze, o ile można to w ogóle tak nazwać. Zapach zwietrzałego piwa i dymu papierosowego to pierwsza rzecz, która uderza we mnie po przekroczeniu progu.
Marszczę nos i rozglądam się, próbując to wszystko ogarnąć: lepka podłoga, mroczne oświetlenie i tłum głośnych, na wpół pijanych






