155(2)
Przewracam oczami i mamroczę pod nosem: „O, na litość boską!”
Jay śmieje się cicho. „Co ona tu robi?”
„Mnie nie pytaj” warczę, odstawiając szklankę z większą siłą, niż to konieczne. „To ty wybrałeś to miejsce.”
Podnosi ręce w geście obronnym, uśmiechając się krzywo. „Hej, nie wiedziałem, że ta suka tu będzie.”
„No jasne, że nie” mruczę, a mój głos ocieka sarkazmem.
Uśmiech z twarzy Jaya zni






