Kyson jechał jeszcze przez jakiś czas, po czym z piskiem opon zatrzymał samochód tuż za lasem i wziął głęboki oddech.
Położył dłoń na czole i wydał z siebie głośny, wstrząsający ziemią ryk, by uspokoić zszargane nerwy. Był wściekły jak nigdy dotąd.
Wydarzyło się tak wiele, a oni wciąż nie mogli niczego znaleźć. Zgrzytnął zębami i wyciągnął telefon, by zapytać grupę, ile czasu zajmie im dotarcie na






