Z perspektywy trzeciej osoby
To samo oświadczenie, którym kiedyś Vivienne chełpiła się nad nią.
Zwrócone teraz, słowo w słowo.
Ostry, gardłowy skowyt wyrwał się z piersi Vivienne.
Cały parking zamarł.
Dziennikarze zatrzymali się w pół kroku, zaskoczeni.
Kilka wilków wymieniło niespokojne spojrzenia.
Duchy... czyżby zdziczała?
Podczas tej pełnej osłupienia pauzy, Agnes – ze wciąż z bandażowaną nogą






