Z perspektywy trzeciej osoby
Ściany szpitalnej sali zdawały się na niego zaciskać.
Sebastian Nightfall siedział samotnie w półmroku, nieruchomy, a jedynym znakiem życia było rytmiczne zaciskanie szczęki. Jego ciało nosiło ślady walki – siniaki na żebrach, naderwany mięsień przy obojczyku i bandaże ciasno owinięte wokół gardła, przez które wciąż sączyły się nikłe ślady krwi.
Ale to nie ból go trawi






