Zatrzaskuję drzwi do pokoju gościnnego trochę mocniej, niż zamierzałam.
— Głupia — mruczę, wycierając piekące oczy wierzchem dłoni. — Głupi, zimny, zablokowany emocjonalnie, lykański dupek.
Powinien mnie pocałować. Albo przytulić. Albo — nie wiem — nie patrzeć na mnie tak, jakbym była jedną z tych niedoprawionych, rozgotowanych jarzynek, które Valentina zawsze wciskała do planów posiłków w tygodni






