Drzwi zatrzaskują się za mną i panuje grobowa cisza.
Nie ta niezręczna cisza, która zapada, gdy ktoś puszcza bąka w windzie.
Nie, to jest ten rodzaj ciszy, który owija się wokół gardła i zacieśnia z każdym oddechem. To jest tak, jakbym wparowała w środek pogrzebu, trzymając, kurwa, zwierzątko z balona.
Tyle że to nie zwierzątko z balona. To pieprzone różowe truskawkowe ciasto na tacy, a z lukru ju






