Pachnie jak truskawki.
Nie przytłaczająco, nie jakby ktoś wylał sztuczny ekstrakt na świecę i ją podpalił. Pachnie… prawdziwie. Cierpko, ciepło. Z nutą palonego cukru i maślanej wanilii. Mrugam oczami raz. Potem drugi.
I oto jest.
Na długim marmurowym stole z czarnego marmuru w jadalni, otoczone zszokowaną publicznością wysokiej rangi Likanów, którzy prawdopodobnie od lat nie tknęli deseru, stoi c






