„Czy naprawdę już nic do mnie nie czujesz?” mruczę. Słyszałam, jak z każdym słowem pęka mi serce. Mój głos wisi w cichym biurze jak krew w wodzie—plamiąc wszystko i będąc, kurwa, nieodwracalnym.
Wzdryga się, jakbym go spoliczkowała, ale się nie odzywa. Oczywiście, że nie.
Siedzi przy swoim biurku, udając, że ten pergamin to pieprzony klucz do zbawienia.
Ale tak nie jest. To ja nim jestem. Ja nim,






