Vander
Około północy mżawka, która zawisła nad watahą, przybrała na sile, zmieniając się w ulewę. Zimny wiatr wkradał się przez okno, poruszając zasłoną tam i z powrotem, podczas gdy ja wciąż pozostawałem pochłonięty dokumentem, który trzymałem w dłoni, niewzruszony błyskawicami i grzmotami na zewnątrz. Podczas gdy cała wataha spała, ja nie potrafiłem zmrużyć oka, więc zamiast tego zagłębiłem się






