Kiedy Sharon dotarła na lotnisko, była dokładnie godzina ósma.
Do wejścia na pokład pozostało jeszcze pół godziny.
Spuściła głowę i wyjęła bilet lotniczy oraz dokumenty tożsamości.
— Poniosę to za ciebie. — Ktoś podszedł i wziął małą walizkę stojącą obok niej.
Sharon podniosła wzrok i zobaczyła elegancką twarz Raya.
Patrzył na nią z uśmiechem, wyglądając na ciepłego i pełnego energii.
— Panie Gild






