Drzwi Bentleya otworzyły się i wyłoniła się z nich para długich nóg.
Pod nogawkami spodni lśniły nienaganne, ekskluzywne skórzane buty.
Po chwili ukazała się twarz.
Jego rysy były przystojne, a usta wyraźnie zarysowane, niczym wyrzeźbione dzieło sztuki.
Nos miał wysoki i prosty, co nadawało mu wygląd bohatera.
Oczy były ciemne i chłodne jak tafla tysiącletniego jeziora.
— Edwin? — szepnęła w duchu






