languageJęzyk

Rozdział 5

Autor: Blair Foxy19 cze 2026

Mój mąż to Valentino

Rozdział 5

PERSPEKTYWA DANTEEGO

Westchnąłem z irytacją. Nienawidzę tego, jak niewinnie mi się teraz wydawała. Jak mogła udawać nieświadomość po tym wszystkim, co przeszliśmy? Albo raczej: w trakcie naszego małżeństwa?

Zostało tylko sześć miesięcy do naszego rozwodu, a jej amnezja musiała zdarzyć się właśnie w tym momencie. Czy to był zbieg okoliczności, czy przeznaczenie?

Wiedziałem, że to nie jest błaha sprawa. Gdyby nie była tamtej nocy tak nieposłuszna, to nigdy by się nie wydarzyło. Zawsze udaje taką wielką, ale na koniec dnia zawsze zawodzi i sprawia mi kłopoty. Tak jak teraz.

No dobrze, ale co się stanie teraz, skoro tylko ja wiem, co między nami zaszło? Rozbolała mnie głowa, gdy starałem się zachować opanowanie i spokój mimo trudności, jakie stwarzała nasza sytuacja.

— Dlaczego nie odpowiadasz? Czy nie mamy wspólnego dziecka?

Zmarszczyłem brwi, patrząc na nią. — Mamy — skłamałem z wahaniem. — Jest teraz w przedszkolu.

— Teraz? Czy nie powiadomiono jej o naszym wypadku?

— Sama kazałaś mi mówić dziecku o wszystkim dopiero po szkole, żeby nie przeszkadzać w nauce. Nie udawaj przede mną takiej niewinnej.

Uderzyłem palcami w łokieć, krzyżując ramiona na piersi. Zastanawiałem się, jak zareaguje. Nie wierzę, że straciła pamięć. Tylko dlatego, że uderzyła głową o kamień? Tak łatwo?

— ...Tak? Jak ona ma na imię?

Jej oczy lśniły niewinnością, co sprawiło, że odwróciłem wzrok z irytacją. Nienawidzę tego. Nienawidzę tego, że muszę użerać się z jej niewiedzą. Co więcej, nigdy wcześniej nie patrzyła na mnie takim wzrokiem. To było obce i nieznane.

— Dlaczego nie spróbujesz sobie przypomnieć? — zadałem jej pytanie.

— Co masz na myśli? Nie znam nawet swojego imienia, twojego imienia ani imion moich rodziców. Co sprawiło, że pomyślałeś, że pamiętam jej imię?

Nie mogłem już tego znieść, więc odwróciłem się i chwyciłem ją za ramię, podnosząc je. Syknąłem, zaciskając zęby.

Chciałem ją przyłapać na tym, że udaje utratę pamięci, ale w jej oczach była tylko naiwność, co tylko potęgowało mój gniew.

Chciałem w coś uderzyć, żeby dać upust tej złości. Stęknąłem, uderzając z furią w poduszkę.

Powiedziałem stłumionym głosem: — Czy naprawdę absolutnie nic nie pamiętasz?

— ...Nie pamiętam. Jestem pewna, że do tej pory potwierdziłeś, że cierpię na amnezję — wyciągnęła ramię z moich dłoni. — Więc powiedz mi, czy naprawdę jesteś moim mężem?

— Co? — zapytałem z niedowierzaniem.

Uśmiechnęła się gorzko. — Nawet się o mnie nie martwisz. Tak, to możliwe, że nie płaczesz, bo zrobiłbyś wszystko, bym mogła wszystko odzyskać, ale twoje oczy mówią mi, że nie masz takiego zamiaru.

Uśmiechnąłem się drwiąco: — I co z tego? Przecież nie pobraliśmy się z miłości.

Przez chwilę milczała. Kiedy się pozbierała, zamrugała i uniosła podbródek, patrząc na mnie.

— Jak więc doszło do naszego ślubu?

— Mieliśmy romans, którego owocem była córka.

— Więc mamy córkę. Myślałam, że mamy syna.

— Nie wyglądasz na tak zaskoczoną jak wcześniej. Jak mam wierzyć, że straciłaś pamięć po tym wypadku?

Westchnęła, kręcąc głową z dezaprobatą.

— Czy mogę coś zrobić, drogi mężu? Nie wyglądasz na kogoś, kto chce mi ofiarować choć odrobinę troski i uczucia. Cokolwiek ci powiem, i tak mi nie uwierzysz. Prawda?

Parsknąłem, prostując się w końcu. Mimo wszystko ta moja żona to błyskotliwa osoba. Jest skrupulatna i spostrzegawcza wobec innych. Jej przenikliwe oczy pozwalały jej nawiązywać przyjaźnie wśród ludzi biznesu, a także przejrzać ich sztuczki w większości przypadków.

Muszę przyznać, że pod tym względem była fascynująca. Co do reszty...

— Jedna rzecz nigdy się u ciebie nie zmieniła: twój cięty język i błyskotliwy umysł — pochwaliłem ją kpiąco, cmokając językiem.

Uśmiechnęła się do mnie w sposób, który był złowrogi i groźny. Pozostałem jednak spokojny, bo wiedziałem, że to jej sposób na radzenie sobie z obecnym stanem.

— Co byś zrobił, gdybym nie straciła pamięci?

— Czy jest coś, co powinienem zrobić? Powinnaś być wdzięczna, że tu z tobą byłem. Chodzi mi o to, że jeśli masz czelność, możesz wyjść i pozwolić, by rana na twoich plecach się pogorszyła.

Uśmiechnąłem się lekko. — Niewiele mi brakuje, żeby zostawić cię samą. Nie wiesz o tym?

Odfuknęła: — Idź i zostaw mnie. Poradzę sobie z rodzicami bez ciebie. To oczywiste, że nie chcesz spędzać tu ani chwili dłużej.

Zwilżyłem dolną wargę, po czym chwyciłem płaszcz z wieszaka i go założyłem. Nie dbałem o to, że jest poplamiony krwią. Chciałem tylko wydostać się z tej dusznej atmosfery.

Powiedziałem jej chłodno: — Jasne, tylko nie przychodź do mnie z płaczem, jeśli nie będziesz potrafiła odpowiedzieć na ich pytania.

Zacisnęła usta, nic nie mówiąc.

Alessia wyglądała, jakby żałowała tego, co powiedziała, ale ja jestem typem osoby, która robi to, co uważa za słuszne. I nienawidziłbym sytuacji, w której musiałbym tu z nią zostać tylko ze względu na jej wstyd.

Po tym wyszedłem, głośno zamykając drzwi. Prawie je wyważyłem, ale powstrzymałem się i syknąłem. Straciła pamięć przez własne nieposłuszeństwo, a miała czelność właściwie obwiniać o to mnie? Nie rozumiem, dlaczego czepia się mnie, jakby sama nie zrobiła nic złego.

Kazała mi zostawić ją w spokoju? Jasne, skoro bycie samą czyni ją najszczęśliwszą kobietą na ziemi, to do cholery, zostawię ją samą!

Jęknąłem, uderzając pięścią w ścianę obok drzwi.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki