Eliana była właśnie w drodze do swojego chłopaka. Spotykali się od roku i był to najpiękniejszy rok w jej życiu. Poznanie Adriana i obecność jego osoby w jej życiu było darem od losu; nigdy wcześniej nie spotkała mężczyzny bardziej intrygującego i fascynującego.
Sama jego obecność była dominująca. Za każdym razem, gdy znajdowała się w jego pobliżu, jej tętno przyspieszało, a na skórze pojawiała się gęsia skórka. Był jej pierwszym mężczyzną, a tamtej nocy nie śpieszył się, pokazując jej wszystkie rozkosze płynące z kochania się.
Mając dwadzieścia sześć lat, był o siedem lat starszy od niej. Wiedziała, że dorabiał na boku, ponieważ jego rodzina nie miała wiele, a on sam nigdy nie ukończył szkoły. Miał młodszego brata i siostrę i choć jego ojciec pracował, zarobki nie wystarczały im na cały miesiąc.
Adrian nie posiadał zbyt wiele, ale Ellie zupełnie się tym nie przejmowała. Kochała go za to, kim był, a nie za to, co mógł jej dać. Jego czas znaczył dla niej więcej, a on jak dotąd zawsze był przy niej, uważny i dbający o to, by niczego jej nie brakowało. Eliana kochała fakt, że tak bardzo się troszczył – mimo wielu obowiązków wobec własnej rodziny, zawsze upewniał się, że ona ma wszystko, czego potrzebuje.
Dotknęła srebrnego wisiorka, który podarował jej na pierwszą rocznicę. W środku znajdowało się ich wspólne zdjęcie. Początkowo nie chciała przyjąć naszyjnika, ponieważ wyglądał na drogi, ale w końcu, gdy leżała naga i spełniona w jego ramionach, zapiął go jej na szyi, a ona od tamtej pory nigdy go nie zdjęła.
Wciąż studiowała, a jej rodzice nie mieli pojęcia o Adrianie. Nawet jego rodzina jej nie znała – postanowili zachować swój związek w tajemnicy i zobaczyć, dokąd ich to zaprowadzi. Jak dotąd było wspaniale. Ellie spotkała jego brata, Antonia, tylko raz, gdy wpadł do małego mieszkania, które bracia wspólnie wynajmowali. Musiała przyznać, że obaj byli niezwykle przystojni, a ich oliwkowa karnacja tylko dodawała im seksapilu. Adrian był najwyższy, miał kruczoczarne włosy. Kiedy spotkali się po raz pierwszy w jednym z klubów nocnych w Seattle, Ellie zatraciła się w jego ciemnobrązowych oczach – czuła się, jakby rozbierał ją wzrokiem, jakby widział ją na wskroś.
Ich spotkanie zaowocowało natychmiastowym przyciąganiem od pierwszego dnia, a kiedy w końcu się do siebie zbliżyli, było to oszałamiające doświadczenie. Od tamtej pory byli nierozłączni. Sprawdziła zegarek. Adrian powinien już być w mieszkaniu; jego praca dorywcza w supermarkecie trwała tylko kilka godzin, zanim wracał do domu. Musiała się pospieszyć.
Dziś miała mu do przekazania radosną nowinę: wkrótce nie będą już tylko we dwoje, będzie ich troje. Uśmiech rozjaśnił jej twarz. Przeczesała dłonią swoje kasztanowe włosy i westchnęła. Może i była jeszcze młoda na bycie matką, ale mając Adriana u boku, mogła pokonać wszystko. Mogli pokonać wszystko, dopóki byli razem.
Gdy tylko skończy studia, również poszuka pracy, by nie czuł się tak przytłoczony odpowiedzialnością. Może nawet wezmą ślub. Przyspieszyła kroku, idąc w stronę ich mieszkania. O tej porze roku w Seattle było zimno. Zapomniała wziąć kurtkę, myśląc, że wróci przed zachodem słońca – i tak by się stało, gdyby matka nie zamęczała jej pytaniami o to, dlaczego nigdy nie ma jej w domu i nie wraca nawet na weekendy. Bycie jedynaczką bywało uciążliwe, ale po narodzinach Ellie jej matka nie mogła mieć więcej dzieci. Dowiedzieli się, że miała raka szyjki macicy, a po leczeniu powiedziano jej, że szanse na ponowne zajście w ciążę są bliskie zeru.
Ellie już widziała oczami wyobraźni, jak jej matka wpada w furię na wieść o ciąży córki i wylicza wszystkie powody, dla których od początku nie chciała, by ta się wyprowadzała. Ale to nie miało znaczenia. Spodziewała się dziecka i zamierzała je urodzić – liczyło się tylko zdanie ojca maleństwa.
Zanim dotarła do bloku, zdążyła porządnie zmarznąć, a jej usta były lodowate. Zauważyła zaparkowanego na zewnątrz bardzo drogiego czerwonego jaguara. „Czyj to samochód?” – zastanawiała się. Odkąd wprowadzili się tu siedem miesięcy temu, nigdy nie widziała tu nikogo z takim autem. Nie przejmując się tym jednak, weszła po schodach na drugie piętro; winda była zepsuta. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła, że drzwi są lekko uchylone. Jej krok zachwiał się, gdy usłyszała głosy dobiegające z wnętrza. To był Adrian, rozmawiał ze swoim bratem. Jak na Hiszpanów, ich angielski był perfekcyjny. Zamiast wejść do środka, stanęła pod drzwiami i zaczęła słuchać.
— Czy ona wie? — usłyszała pytanie Antonia.
— Nie, powiem jej dzisiaj — odpowiedział Adrian. Ellie zastanawiała się, o kim mówią.
— Jak myślisz, jak przyjmie te wieści? — zapytał brat.
— Nie wiem, ale jej nie kocham. Ledwo ją znam, dlatego nie mogę się z nią ożenić. Kocham kogoś innego. Mam nadzieję, że zrozumie.
Eliana poczuła, jak jej świat rozpada się w drobny mak. Każda kostka w jej ciele zdrętwiała, a zimno, które czuła wcześniej, natychmiast zniknęło, ustępując miejsca wszechogarniającej pustce. Kolana jej ugięły się i osunęła się na ziemię. Nie może się z nią ożenić? Kocha kogoś innego?
Gęste łzy cisnęły się do oczu, gardło ją bolało, a powieki piekły, gdy zmuszała się, by nie płakać, ale łzy i tak popłynęły – gorące i szybkie. Przez cały ten czas myślała... wierzyła, że on ją kocha, że mu zależy, a to wszystko było kłamstwem. Mamił ją, wykorzystując jej naiwność. Ufała mu, kochała go, a on tylko ją okłamywał. Ellie czuła, jak jej serce pęka na tysiąc kawałków.
— Jeśli ją kochasz, to znaczy, że się z nią ożenisz?
— Tak, chcę ją o to poprosić dziś wieczorem. Mam nadzieję, że wkrótce założymy rodzinę. Wiesz, że zawsze chciałem mieć dużą rodzinę. — Usłyszała śmiech jego brata.
— Wiem. Pierwszy raz widzę, żebyś tak stracił głowę dla jakiejś kobiety. Musi być wyjątkowa.
— Jest. Dlatego muszę włożyć pierścionek na jej palec, zanim zrobi to inny mężczyzna. Napijmy się szybko, Eliana niedługo będzie w domu, a chcę, żebyś do tego czasu zniknął.
— Widzę, że ci się śpieszy.
— Nie bądź śmieszny. Jutro o tej porze będziesz miał nową przyszłą bratową.
— Powiedziałeś Elianie prawdę o tym, kim naprawdę jesteś? Jak długo myślisz, że uda ci się ukrywać fakt, że jesteś milionerem?
— Powiem jej niedługo — odparł Adrian. Milionerem? Myśli Ellie pracowały na najwyższych obrotach. On jest milionerem. Przypomniał jej się czerwony sportowy jaguar na dole. To był jego samochód. Nie wiedziała już, co myśleć ani co czuć. Żadne słowa nie były w stanie opisać zdrady, jakiej doświadczyła, i bólu, który w tej chwili miażdżył jej serce.
Łzy płynęły nieprzerwanie. Z trudem podniosła się z ziemi i niczym zombie ruszyła w stronę schodów. Życie, które zbudowała z mężczyzną, którego kochała, okazało się kłamstwem. Kochała człowieka, który nie istniał; mężczyznę, który był iluzją, cieniem. Złamana i skrzywdzona, wróciła do domu rodzinnego. Sama wychowa to dziecko, a Adrian nigdy nie dowie się, że ma potomka...






