languageJęzyk

Rozdział 1

Autor: Football Boy16 cze 2026

Sześć lat później...

— Adriano, kochanie. Chodź już, bo spóźnimy się na obiad u babci. — Eliana chwyciła torebkę leżącą na łóżku.

— Już idę, mamusiu, tylko nie mogę znaleźć Dino, mojego smoka — odpowiedziała jej pięcioletnia córka.

— Gdzie go ostatnio zostawiłaś, skarbie? — zapytała, wchodząc do pokoju dziewczynki.

— Był na łóżku.

— Może spadł? Sprawdź pod łóżkiem. — Ellie schyliła się i znalazła zabawkę. — Proszę bardzo.

— Dziękuję, mamusiu.

— Wszystko dla ciebie, aniołku. — Adriana przytuliła ją mocno. — Jesteś gotowa na spotkanie z babcią?

— Tak! Uwielbiam spędzać czas z babcią. Dlaczego nie możemy zamieszkać bliżej niej?

— Przecież mieszkamy blisko, dojazd zajmuje nam tylko piętnaście minut.

— To wydaje się całą wiecznością — stwierdziła Adriana, a Ellie uśmiechnęła się pod nosem.

— Wsiadaj do samochodu i nie zapomnij zapiąć pasów. — Wkrótce były już w drodze. Jej matka wyszła ponownie za mąż po śmierci ojca Ellie, który zmarł, zanim Adriana przyszła na świat; Ellie była wtedy w ósmym miesiącu ciąży. Gdy Addy miała dwa lata, jej matka poznała i poślubiła Juliana. Po ślubie przeprowadzili się do San Francisco. Ellie widziała, że bardzo się kochają i że jej matka jest przy Julianie niezwykle szczęśliwa; on traktował ją z należytym szacunkiem.

Julian posiadał własną sieć salonów jubilerskich. Mieszkali w South of Market, gdzie stać było tylko najbogatszych. Ellie i Addy mieszkały w Ross Alley. Miejsce i okolica były bezpieczne, i choć nie była to najwyższa półka, to właśnie na to mogła sobie pozwolić. Nawet szkoły były w przystępnej cenie, a Ellie uwielbiała tam mieszkać – ludzie byli mili i przyjaźni, niemal każdy każdego znał. Kiedy trzy lata temu otwierała swoją cukiernię, wszyscy przyjęli ją bardzo ciepło.

Od tamtej pory była szczęśliwa, wiodąc życie u boku córki. Był czas, kiedy niemal się poddała, ale gdy urodziła się Addy, wszystko się zmieniło. Wtedy Ellie poprzysięgła sobie, że będzie chronić córkę i zrobi dla niej wszystko. Adrian złamał jej serce, ale dzięki temu stała się lepsza i silniejsza. W dniu, w którym opuściła Seattle, zostawiła go tam wraz ze swoim sercem i nigdy nie oglądała się za siebie.

Gdzie on jest? Co robi? Nie miała pojęcia i szczerze ją to nie obchodziło. Okłamywał ją przez cały rok, pozwalał wierzyć, że spędzą razem resztę życia, a nawet sugerował, że chce mieć dzieci. To właśnie dlatego Ellie przestała brać tabletki antykoncepcyjne, by mogli założyć rodzinę... ale to wszystko było kłamstwem, za które nigdy mu nie wybaczy.

Dom Juliana i jej matki był ogromny. Ellie nie rozumiała, po co im tak wielka posiadłość, skoro Julian miał tylko jedno dziecko, syna, który pracował razem z ojcem. Dom miał sześć sypialni, pięć i pół łazienki, gabinet, salon, pokój dzienny, jadalnię i prywatny pokój rodzinny. Na zewnątrz znajdowało się patio z miejscem do grillowania, ogromny basen i oddzielne spa.

Addy uwielbiała pływać za każdym razem, gdy odwiedzały babcię, bo w ich własnym domu nie było basenu. Elena, gospodyni, otworzyła im drzwi i wpuściła do środka.

— Dzień dobry, Eleno.

— Panno Laro, słodka Adriano. Mama czeka na was na zewnątrz przy basenie.

— Eleno, proszę, mów mi Ellie, znamy się już od dłuższego czasu.

— Dobrze, Ellie. — Uśmiechnęła się. — Może zrobię ci twój ulubiony koktajl mleczny? — zwróciła się do Addy.

— Tak, poproszę! — wykrzyknęła dziewczynka.

— Najpierw przywitaj się z babcią — upomniała córkę Ellie. Jej matka leżała na leżaku pod parasolem, czytając jeden ze swoich licznych romansów, z kieliszkiem wina u boku. — Dzień dobry, mamo — przywitała się Ellie.

— Spóźniłyście się — powiedziała Katrina Vance, nie odrywając wzroku od książki.

— Babciu! — Addy wskoczyła na nią. — Tęskniłam za tobą. — Katrina objęła wnuczkę ciepłym, pełnym miłości uściskiem.

— Ja też tęskniłam, kwiatuszku. — Pocałowała ją w oba policzki. — Chcesz mi powiedzieć, dlaczego ty i twoja mama jesteście spóźnione?

— Nie mogłam znaleźć Dino, więc mamusia pomagała mi go szukać.

— Dino, twojego smoka? — zapytała Katrina, a dziewczynka przytaknęła. — I znaleźliście go?

— Tak, mamusia go znalazła. — Addy zsunęła się z jej kolan.

— A dokąd to się wybierasz?

— Ciocia Elena robi mi koktajl mleczny — rzuciła Adriana, biegnąc w stronę kuchni.

— Gdzie Julian i Enzo? — zapytała Ellie. — Zjedzą z nami obiad?

— Nie. Jedzą obiad z nowym wspólnikiem — odpowiedziała Katrina.

— Mamo, co się dzieje? Przez ostatnie kilka dni zachowujesz się dziwnie. Wszystko w porządku? Pokłóciłaś się z Julianem?

Katrina westchnęła głęboko i po chwili spojrzała na córkę. — Firma Juliana ma problemy finansowe, Ellie. Którejś nocy podsłuchałam, jak rozmawiał o tym z Enzo w gabinecie. Jest źle. Jeśli szybko nie znajdą inwestora, zostaniemy z niczym na ulicy. — Oczy Katriny napełniły się łzami. Ellie usiadła obok matki.

— Dlaczego nic nie mówiłaś?

— Nie chciałam zawracać ci głowy naszymi problemami.

— Mamo, zawsze o wszystkim rozmawiamy, bez względu na to, jak jest źle.

— Czyżby? Wciąż czekam, aż powiesz mi, kto jest ojcem Addy. Czy po tych wszystkich latach nie uważasz, że mam prawo wiedzieć? Tak ciężko było ci samej, pracowałaś dorywczo jeszcze w szkole, żeby ją utrzymać. — Ellie zamilkła. — Przepraszam, kochanie, po prostu się martwię.

— W porządku, mamo, rozumiem.

— Więc kto to jest? — zapytała Katrina.

— Ale kto?

— Ojciec Adriany, Ellie.

— Mamo, proszę, nie chcę o tym rozmawiać. To było dawno temu. — Ellie wstała i zapatrzyła się na piękny widok przed sobą.

— A kiedy będziesz chciała o tym porozmawiać? Addy rośnie, w końcu zapyta o ojca. Co jej wtedy powiesz?

Ellie wzruszyła ramionami. — Zajmę się tym, kiedy ten czas nadejdzie.

— On powinien ci pomagać w opiece nad nią. Dzień, w którym poznam jego nazwisko, będzie dniem, w którym osobiście zapytam go, dlaczego nigdy nie zainteresował się córką.

— Właśnie dlatego nigdy nie zdradziłam ci jego nazwiska. — Ellie odwróciła się do matki. — Radzimy sobie świetnie, cukiernia zarabia wystarczająco, byśmy mogły żyć. Jesteśmy szczęśliwe, niczego nam nie brakuje i na pewno nie potrzebujemy niczyjej jałmużny.

— Adriana potrzebuje ojca. Wiem, że już cię o niego pytała, prawda? — Ellie milczała. — Pytała mnie w zeszłym tygodniu, mówiąc, że ty nie chcesz jej nic powiedzieć. Pytała nawet, dlaczego my mamy brązowe włosy, a ona czarne. — Ellie zacisnęła powieki. Adriana mogła mieć jej oczy, ale karnację i kolor włosów odziedziczyła po ojcu. W rzeczywistości Addy nie miała w sobie nic z ich rodziny; była kopią swojego ojca. — Dlaczego dałaś jej na imię Adriana? Dlaczego chodzi na lekcje hiszpańskiego? Nikt w naszej rodzinie nie mówi po hiszpańsku, a ona włada nim tak biegle.

— Mamo, błagam. Gdybym wiedziała, że będziesz wyciągać przeszłość, zostałabym w domu.

— Nie uciekniesz od niej, Ellie. Prędzej czy później cię dopadnie. — Ellie w duchu podziękowała Elenie, która w tej samej chwili weszła z Addy.

— Obiad gotowy, pani Vance — oznajmiła gospodyni.

— Dziękuję, Eleno. Zaraz będziemy.

— Babciu, nie widzę dziadka ani wujka Enzo — zauważyła Addy.

— Są w pracy, kochanie.

— W sobotę? Mamusia nigdy nie pracuje w soboty.

— Musieli zająć się ważnymi sprawami. Chodźmy zjeść, na pewno jesteś głodna.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki