— Oczywiście, proszę za mną. — Ellie miała właśnie zaprowadzić ją do swojego małego biura, gdy usłyszała głos Adriany. Odwróciła się; Addy biegła prosto w jej stronę z szerokim uśmiechem na twarzy.
— Mamusiu, znowu dostałam szóstkę z hiszpańskiego! Pani León powiedziała, że jest ze mnie dumna, jestem jedyna w klasie z taką oceną. To już trzeci raz! — Ellie przykucnęła i mocno przytuliła oraz ucałowała córkę, która podała jej arkusz ocen.
— Mama jest z ciebie taka dumna, kochanie. Moja mądra dziewczynka. Radzisz sobie wspaniale.
— To znaczy, że dostanę mój ulubiony koktajl mleczny, skoro byłam taka grzeczna?
— Oczywiście, aniołku, ale ciocia Amara zajmie się tobą przez chwilę, bo mama ma teraz pracę.
— Dobrze. Kocham cię, mamo.
— Ja ciebie bardziej, skarbie. — Ellie zauważyła, że pani Velásquez wpatruje się w Addy jak urzeczona. Jej twarz się zmieniła; gdyby Ellie nie wiedziała lepiej, powiedziałaby, że kobieta jest w szoku, bo nagle pobladła. Spojrzała na Selenę – ona również wyglądała na wstrząśniętą.
Ellie miała nadzieję, że wszystko u nich w porządku. Już chciała zapytać, co się stało, ale pani Velásquez postąpiła krok naprzód i schyliła się do poziomu Addy. Ku zaskoczeniu Eliany, wyciągnęła rękę i czule dotknęła policzka dziewczynki. Ellie usłyszała ciche westchnienie, gdy dłoń kobiety spoczęła na twarzy dziecka. Potem nieznajoma powiedziała coś po hiszpańsku, czego Ellie nie dosłyszała.
— Kto to Leonora? — usłyszała pytanie Addy skierowane do kobiety. Ellie rozumiała ten język, ale z mówieniem szło jej wciąż opornie.
— To moja zmarła babcia — odpowiedziała kobieta z ciepłym uśmiechem. Ellie zauważyła, że wciąż nie puszcza Addy.
— Pani Velásquez? Wszystko w porządku? — zapytała zaniepokojona Ellie.
Kobieta szybko wyprostowała się i spojrzała na nią. — Tak, kochana, wszystko dobrze. — Jej wzrok znów spoczął na Addy. — Jak masz na imię, słonko? — zapytała po angielsku.
— Adriana — odpowiedziała dumnie dziewczynka.
— Z pewnością dorośniesz do swojego imienia — powiedziała pani Velásquez. — Czy to pani córka? — zwróciła się do Ellie.
— Tak.
— Ile ma lat?
— Pięć — odparła Ellie. — Amaro, czy mogłabyś zabrać Addy na chwilę? — Amara skinęła głową i po chwili zostały same.
— Jest przepiękna. Jeśli wolno spytać, kto jest jej ojcem?
Ellie rozważała kłamstwo, ale ta kobieta wydawała się szczera i z jakiegoś dziwnego powodu Ellie jej ufała. — Adrian — powiedziała. — Adrian Porto. — Czy to jej się tylko zdawało, czy kobieta gwałtownie wciągnęła powietrze? Ellie szybko odrzuciła tę myśl; to nie tak, że ta kobieta mogła znać Adriana.
Kobieta odchrząknęła, zanim znów się odezwała. — Czy on uczestniczy w jej życiu?
— Między nami nie wyszło — wyznała Ellie. — Postanowiliśmy pójść swoimi drogami. — Pani Velásquez wpatrywała się w nią przez chwilę, co sprawiło, że Ellie poczuła się nieswojo. — Na pewno wszystko w porządku?
— Widziałam, że trzyma smoka — zauważyła zamiast odpowiedzi pani Velásquez.
— Tak, uwielbia smoki, to jej ulubiona zabawka. — Ellie zobaczyła, jak twarz jej rozmówczyni traci kolory.
Przez moment Ellie myślała, że kobieta zemdleje. Delikatnie chwyciła ją za łokieć i zaprowadziła do najbliższego wolnego stolika, po czym podała szklankę wody. — Dziękuję, Eliano. Mam trochę niski poziom cukru, stąd te zawroty głowy — skłamała Marisol.
— Czy mogę coś dla pani przynieść? — zapytała troskliwie Ellie.
— Nie, już dobrze, porozmawiajmy o tym, po co przyszłam. — Przez następne piętnaście minut Ellie słuchała wytycznych. Klientka podała adres dostawy; Ellie zastanawiała się, dlaczego ona sama ma to dostarczyć, skoro na pewno mogliby kogoś po to wysłać, ale nie zadawała pytań. Klient nasz pan. Termin przesunięto na czwartek po południu.
— Do zobaczenia wkrótce, Eliano — powiedziała kobieta na odchodnym.
Ellie skinęła głową. — Dziękuję za tę szansę, pani Velásquez.
— Proszę, mów mi Marisol. Mam przeczucie, że będziemy się widywać dość często. — Ellie zmarszczyła brwi, słysząc te słowa, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, kobiety już zniknęły. Wróciła więc do pracy.
MARISOL...
— Czy to była tylko moja wyobraźnia, czy to dziecko wygląda dokładnie jak nasza prababcia? — zapytała Selena matkę w drodze do domu.
— Wygląda — potwierdziła Marisol.
— Czy to możliwe, że brat jest jej ojcem?
— To właśnie zamierzam sprawdzić. I ani słowa do Adriana, dopóki nie poznam prawdy. Jasne jest, że się znali, ale rozstali się w gniewie, a ja chcę wiedzieć dlaczego.
— Muszę przyznać, że jest taka urocza, ma nawet włosy babci i naszą karnację. To, jak płynnie mówiła po hiszpańsku, zaskoczyło mnie jeszcze bardziej. I jeśli dobrze pamiętam, brat też uwielbiał smoki, kiedy dorastał – tak bardzo, że ma jednego wytatuowanego na plecach. — Marisol przytaknęła; dziewczynka miała mnóstwo cech wspólnych z Adrianem. Zaczęła się poważnie zastanawiać, czy to nie jest jej wnuczka, o której istnieniu przez pięć lat nie miała pojęcia...
ELIANA...
Ellie właśnie położyła Adrianę spać. Wciąż rozmyślała o tym, jak Marisol zachwycała się Addy, jakby ją znała. Czułość, jaką jej okazała, zaskoczyła Ellie. Wzruszyła ramionami i położyła się do łóżka. Nie powinna doszukiwać się drugiego dna – Addy jest pięknym dzieckiem i każdy, kto ją widzi po raz pierwszy, tak twierdzi.
Delikatnie otworzyła szufladę nocną i wyciągnęła zdjęcie swoje i Adriana. Myślami wróciła do tamtego dnia. Zabrali ją do taniej restauracji na ich trzecią randkę. W środku była fotobudka i jakimś cudem namówiła go na wspólne zdjęcie; nigdy nie rozumiała, dlaczego tak bardzo nie lubił się fotografować.
Wzięła te zdjęcia i schowała do tylnej kieszeni dżinsów. W drodze do domu pięciu facetów osaczyło ich w zaułku. Zażądali pieniędzy i wszystkiego, co wartościowe. Adrian oddał im swoje ostatnie grosze. Jeden z nich chciał jej wisiorek, ale odmówiła; odruchowo dotknęła teraz naszyjnika na swojej szyi.
Adrian powiedział wtedy, że to nic, że kupi jej inny, więc posłuchała. Jeden z chłopaków gapił się na nią przez cały czas, a kiedy już mieli odchodzić, złapał ją za nadgarstek i brutalnie przyciągnął do siebie.
— Może ty i ja trochę się zabawimy? — warknął jej do ucha. Ellie cofnęła się z obrzydzeniem i próbowała się wyrwać, ale bezskutecznie.
— Puść ją — powiedział Adrian. — Dostałeś, co chciałeś.
— Nie, stary, ona jest śliczna, chętnie bym jej popróbował. Co wy na to, chłopaki? — Jego koledzy zarechotali.
— Nie będę powtarzał. Puść ją. — Ellie nigdy wcześniej nie słyszała takiego groźnego tonu w głosie Adriana. Nie zarejestrowała nawet momentu, w którym uderzył faceta, który ją dotknął. Mogła tylko patrzeć w szoku, jak okłada ich wszystkich jednego po drugim. Kiedy jeden z nich wyciągnął nóż i ugodził go w ramię, Ellie niemal zemdlała na widok krwi, ale Adrian walczył dalej, jakby... jakby nie czuł bólu.
Kiedy cała piątka leżała rozciągnięta na ziemi z krwią płynącą z nosów i ust, odzyskał jej wisiorek i zapiął go jej na szyi. Pieniędzy nie zabrał, mówiąc, że naszyjnik ma większą wartość sentymentalną niż cokolwiek innego. Płakała wtedy, a on całował każdą jej łzę, obiecując, że nigdy nie pozwoli nikomu jej skrzywdzić.
Odłożyła zdjęcie i westchnęła. Przeżyła z nim niesamowite chwile. Dałaby wszystko, by móc zbudować życie z nim i Addy; wiedziała, że byłby wspaniałym ojcem. Lekko dotknęła wisiorka – to jedyna rzecz, którą od niego dostała, jedyne dobre wspomnienie z ich wspólnych dni. Po tych wszystkich latach wciąż go nosiła. W środku jest ich zdjęcie, do którego Ellie dołożyła też zdjęcie Addy. Na zawsze będzie ich nosić w sercu, bez względu na to, co się wydarzy.
ADRIAN...
Adrian uścisnął dłoń mężczyzny nad stołem. Oficjalnie został współwłaścicielem firmy Vance Infinity Jewels. Jego prawnicy przygotują ostateczne dokumenty i wszystko zostanie sformalizowane. — Cieszę się na współpracę z tobą, Adrianie — powiedział Julian.
— Ja również. Mam kilka pomysłów dotyczących marki, którymi chciałbym się z tobą podzielić. Mój asystent zadzwoni, by umówić spotkanie.






