languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Football Boy16 cze 2026

— Czy mogę posiedzieć jeszcze chwilkę, proszę, mamusiu? Jutro nie ma szkoły.

— No dobrze. Pięć minut.

— Dzięki, mamo, jesteś najlepsza! — Ellie uśmiechnęła się. Jej córka była jedyną dobrą rzeczą w jej życiu, jedyną osobą, która dawała jej motywację i sprawiała, że każdy dzień, dobry czy zły, kończył się z uśmiechem na twarzy. Była wdzięczna za Addy. Później tej nocy, gdy Adriana już spała, podeszła do szafy i wyciągnęła dziennik, w którym każdego dnia opisywała życie córki.

Zaczęła go prowadzić niedługo po tym, jak niemal poroniła. Zamiast dusić w sobie uczucia, przelewała je na papier. Całe życie Adriany było w tej książce – od czasu ciąży, poprzez narodziny, aż po te pięć lat.

Ellie myślała kiedyś, że odda tę książkę Adrianowi, gdy Addy skończy pięć lat, ale nie potrafiła. Piąte urodziny Addy minęły w zeszłym miesiącu, a Ellie wciąż nie mogła się zmusić, by go odnaleźć i powiedzieć mu o córce. Wyraźnie widać było, że ból i żal wciąż w niej tkwiły.

Nie mijał dzień, by nie wpisała czegoś do dziennika. Czasami czuła winę za to, że ich rozdzieliła, zwłaszcza gdy Addy chciała wiedzieć, kim jest jej ojciec... może kiedyś będzie wystarczająco silna, by wyznać córce prawdę.

Do tego czasu pozostanie to jej małym sekretem. Ten dziennik nigdy nie powinien zostać znaleziony. Jak dotąd Ellie udawało się ukrywać go przed matką i musiała robić to nadal, jeśli nie chciała, by Katrina poznała nazwisko Adriana.

Znała matkę aż za dobrze – wytropiłaby go i zażądała, by wziął odpowiedzialność za wnuczkę. Katrina Vance mogła z bliska wyglądać na kruchą, ale w rzeczywistości była od tego daleka. Zwłaszcza gdy była wzburzona lub zła, wtedy nie tolerowała niczyich głupstw. Uśmiechając się do tych myśli, Ellie położyła się spać.

ADRIAN...

Adrian wpatrywał się w okno swojego biura. Był wyczerpany, ale wiedział, że w jego branży nie ma miejsca na odpoczynek. Odkąd sześć lat temu jego ojciec przeszedł zawał serca, Adrian przejął stery w firmie. Założył Velásquez Jewelers & Co wraz z ojcem, gdy miał dwadzieścia lat.

Byli także właścicielami kopalni diamentów i złota, znanych jako Velásquez Groups. Prawie nigdy nie bywał w domu, zbyt zajęty prowadzeniem tego wartego miliardy dolarów biznesu. Firma odnosiła sukcesy, a on kilka miesięcy temu przeniósł się do San Francisco, by otworzyć tu nową główną siedzibę Velásquez Jewelry.

Brat pomagał mu w interesach, ale niedawno wziął wolne, ponieważ jego żona była w ostatnim miesiącu ciąży. To zostawiło Adriana z potrójną ilością pracy, ale nie narzekał – i tak nikt nie czekał na niego w domu.

Matka nieustannie zamęczała go tematem małżeństwa, jako że był najstarszym z trójki rodzeństwa. Jego siostra była zaręczona, a jej ślub miał się odbyć za dwa miesiące. W wieku trzydziestu jeden lat Adrian zwiedził cały świat, a jego życie kręciło się wokół dobrej zabawy, a nie stabilizacji. Przez jego łóżko przewinęły się niezliczone kobiety, z których każda próbowała nakłonić go do małżeństwa, ale on odmawiał.

Była tylko jedna kobieta, z którą chciał się ożenić. Jedna, dla której oddałby wszystko. Jedna, o której myślał, że ją kocha, ale najwyraźniej sam siebie oszukiwał, bo dla niej to nic nie znaczyło. Poznanie Eliany zmieniło jego życie. Jej uśmiech rozświetlał jego świat, w jej obecności zapominał o wszystkim, pragnąc jedynie jej dotyku, bliskości i namiętności.

Chciał spędzić z nią resztę życia, dlatego przez cały rok ich związku poddawał ją próbom. Chciał sprawdzić, jakim jest człowiekiem, czy zależy jej tylko na pieniądzach, czy na czymś więcej. Powiedział jej, że nazywa się Adrian Porto zamiast Adrian Velásquez – Porto było panieńskim nazwiskiem jego matki.

Kiedy tylko kobiety słyszały, kim jest, robiły wszystko, by przy nim zostać. Dlatego przy niej spróbował innego podejścia. Chciał poznać jej prawdziwą naturę, więc udawał faceta z problemami, który nie ma wiele, a jego rodzina klepie biedę. W rzeczywistości, gdy poznał Elianę, był już bardzo bogaty.

Trwała przy nim mimo tej pozornej nędzy. Potrafiła znaleźć jasne strony w każdej, nawet najgorszej sytuacji, zachęcając go, by nigdy się nie poddawał. Zakochał się w niej, w jej bezinteresowności i trosce o innych, którą stawiała ponad własne dobro.

Zakochał się... on, który nie wierzył w miłość, naprawdę kochał. Wiedział, że musi się z nią ożenić, założyć rodzinę, by żaden inny mężczyzna nie miał do niej prawa. Rodzina chciała, by poślubił inną kobietę ze względów biznesowych, ale on odmówił. Oczywiście nie przyjęli tych wieści dobrze. Adrian pokłócił się tamtego dnia z ojcem, co skończyło się dla starszego Velásqueza zawałem serca.

Od tamtej pory ojciec porusza się na wózku inwalidzkim i przyjmuje leki na serce. Adrian był gotów poświęcić wszystko, by budować życie z Elianą, wystąpić przeciwko własnej rodzinie, byle tylko z nią być. I po co? Po nic.

To, co ich łączyło, najwyraźniej nie miało dla niej znaczenia, skoro potrafiła wsunąć list pod drzwi ich małego mieszkania, informując go, że ruszyła dalej, znalazła kogoś innego i żeby nie próbował jej szukać. To był koniec. Od tamtej pory nigdy nie oglądał się za siebie, nigdy nie próbował jej odnaleźć.

Po niej przyjął styl życia playboya, nie wiążąc się z żadną kobietą na dłużej, zaspokajając jedynie swoje potrzeby i nie angażując się emocjonalnie. Jak dotąd to działało. Wszystkie kobiety, z którymi sypiał, szukały tylko dobrej zabawy, a on im to dawał, bez żadnych zobowiązań. Adrian wiedział, że kochają wydawać jego pieniądze i cieszyć się prezentami oraz biżuterią, którą im kupował. Nie przeszkadzało mu to, w ostatecznym rozrachunku była to sytuacja korzystna dla obu stron.

Spojrzał na zegarek. Prawie jedenasta. Katarina, jego obecna partnerka, pewnie czeka na niego w penthouse’ie. Mieli zjeść kolację, ale zapomniał – kiedy skupia się na pracy, wszystko inne schodzi na dalszy plan. Zauważył trzy nieodebrane połączenia od niej. Dzisiaj po południu, podczas lunchu z Julianem Vance’em, wyciszył telefon; nienawidził, gdy mu przeszkadzano w interesach.

Słyszał wiele dobrego o tym człowieku. Adrian wiedział, że Julian też ma sklepy jubilerskie, ale od roku jego firma borykała się z problemami finansowymi. Jeśli szybko nie znajdą inwestora, ogłoszą upadłość. Dlatego Julian zwrócił się do Adriana z propozycją, która, trzeba przyznać, była dobra i warta ryzyka. Vance był nawet gotów sprzedać mu swoje pięćdziesiąt procent udziałów. To zaskoczyło Adriana, ale też pokazało, jak desperacko ten człowiek potrzebuje pieniędzy. Skoro przyszedł do niego, oznaczało to, że nikt inny nie dysponuje takimi kwotami. Adrian miał już kilka pomysłów, co zrobić, gdy przejmie firmę. Dzięki jego kalkulacjom i wiedzy, w sześć miesięcy biznes mógł znów rozkwitnąć. Był tego pewien.

Powiedział Julianowi, że odezwie się za kilka dni. Wiedział, że przejmie połowę tej firmy, a gdy to nastąpi, postawi ją na nogi. Niczego nie kochał bardziej niż wyzwań. Chwycił marynarkę i wyszedł.

ELIANA...

Ellie obudziła się późno w poniedziałek rano; prawie nie zmrużyła oka, bo myśli o Adrianie nie dawały jej spokój. Poruszała się po domu jak na automatycznym pilocie, robiąc śniadanie dla Addy i przygotowując jej lunch. To była jej kolej na otwarcie cukierni. Była siódma, a ona wciąż w domu. Dziesięć po siódmej chwyciła kluczyki do samochodu i torebkę, wyprowadziła Addy i zamknęła drzwi.

Kiedy dotarła do kawiarni, przed wejściem czekało już kilka osób. Niektórzy uwielbiali poranną kawę z pączkiem lub muffinem. Gdy tylko otworzyła drzwi, wszyscy weszli do środka. Na szczęście Amara przyszła wcześniej i pomogła jej obsłużyć klientów.

Ellie zastanawiała się, czy zdążą z zamówieniem pani Velásquez. Przy obecnym samopoczuciu jedyne, czego potrzebowała, to łóżko. Zamówiła dodatkowe składniki na wszystko, co mieli upiec. Jeśli zamówienie miało być gotowe na środę, musiały zacząć dzisiaj i zostać po godzinach.

Dzień minął szybko, pewnie dlatego, że Ellie była myślami gdzie indziej. Pani Velásquez jeszcze się nie pojawiła i Ellie zastanawiała się, czy w ogóle przyjdzie. Zbliżał się czas odebrania Addy ze szkoły, więc zapytała Amarę, czy ta mogłaby ją zastąpić. — Oczywiście, że nie. Jakieś wieści?

— Nie, ale jest dopiero wpół do trzeciej. Nie chcę ryzykować, że wyjdę, a ona akurat się pojawi. Osobiście o mnie pytała.

— Dobra, to ja lecę. Mam coś kupić po drodze?

— Nie, zamówiłam już wszystko, czego będziemy potrzebować. — Gdy Amara wyszła, Ellie zajęła się sprawdzaniem finansów cukierni. Przez ostatnie pięć miesięcy szło im nieźle, zyski rosły. Jeśli tak dalej pójdzie, będzie mogła zatrudnić kogoś na pół etatu do pomocy w weekendy.

Towar, który zamówiła, dotarł. Cieszyła się – im szybciej zaczną, tym lepiej. Niedługo potem do kawiarni weszła kobieta średniego wzrostu w towarzystwie młodszej dziewczyny o miodowo-złotych włosach i oliwkowej karnacji. Starsza miała czarne włosy. Ellie widziała, że Amara nie przesadzała mówiąc o ich bogactwie.

Były nienagannie ubrane w markowe ciuchy od stóp do głów, ich makijaż był perfekcyjny, a szyje i uszy zdobiły diamentowe kolczyki i naszyjniki. Ellie zgadła, że to matka z córką. Wyglądały pięknie i elegancko; musiały cieszyć się dużym szacunkiem w swoim środowisku. Było jasne, że mają pieniądze – dlaczego więc prosiły ją o catering? Przywołując na twarz swój najlepszy uśmiech, podeszła, by je powitać.

— Pani Velásquez — powiedziała, wyciągając rękę.

— Panno Lara — odpowiedziała kobieta nienaganną angielszczyzną, choć w jej akcencie słychać było hiszpańskie pochodzenie. — Miło mi panią poznać.

— Cała przyjemność po mojej stronie. Proszę mi mówić Eliana.

— Jak pani woli. To moja córka, Selena.

„A więc miałam rację” — pomyślała Ellie. — Miło cię poznać, Seleno. — Dziewczyna uścisnęła jej dłoń bez słowa.

— Czy możemy porozmawiać na osobności? — zapytała starsza kobieta, rozejrzawszy się za wolnym miejscem.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 3 - Ukryty sekret miliardera | StoriesNook