languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Football Boy16 cze 2026

— Nie bardzo. Mogę iść popływać? Proszę, mamusiu. — Niewinne oczy wpatrywały się w Ellie.

— Innym razem, aniołku, obiecuję.

— Benicio wpadł tu ostatnio, pytał o ciebie — wspomniała jej matka podczas posiłku. Benicio był przyjacielem Enzo; wielokrotnie zapraszał ją na randki, a ona za każdym razem odmawiała. Ellie wiedziała, że mu się podoba, on sam deklarował rodzinie, że chce się z nią ożenić. Julian i jej matka nie mieli nic przeciwko, ale mężczyźni byli ostatnią rzeczą, o której myślała. Raz już wpuściła kogoś do swojego życia i przyniosło to tylko ból. — To dobry chłopak, Ellie. Zaopiekowałby się tobą i Addy. Jest też bardzo zamożny.

— Pieniądze to nie wszystko, mamo. Nie kocham Benicia i wątpię, by on kochał mnie.

— Miłość przyjdzie z czasem. Nie mów mi, że w ogóle nie planujesz wyjść za mąż.

— Nigdy o tym nie myślałam. Lubię moje życie takie, jakie jest. Nie potrzebuję mężczyzny, który przyszedłby i tylko wszystko skomplikował.

— Eliano... — zaczęła jej matka.

— Jeśli jest taki bogaty, to dlaczego nie pomoże Julianowi?

— Nie dysponuje aż takimi kwotami — odparła Katrina. — Potrzebujemy cudu.

— Wszystko się ułoży, mamo, nie trać nadziei. Jestem pewna, że Julian coś wymyśli, to mądry biznesmen.

— Wiem. Wyobraź sobie tylko, co ludzie powiedzą, jeśli zabiorą nam dom. Nie przeżyłabym takiego upokorzenia.

— Luksusy to nie wszystko. Radziliśmy sobie kiedyś, gdy tata jeszcze żył, i o ile pamiętam, nigdy nie narzekałaś.

— Nie ma nic złego w chęci wygodnego życia, Eliano. Powinnaś też zadbać o to, by znaleźć kogoś, kto zapewni byt tobie i Addy.

— Kogoś takiego jak Benicio, jak rozumiem? — skwitowała Ellie.

— Właśnie tak. Lubi cię, jest nawet gotów wychować Addy jak własną córkę i dać jej swoje nazwisko. Niewielu mężczyzn by się na to zdobyło.

— Czy ty kiedykolwiek zapytałaś, czego ja chcę, mamo?

— Nie ma potrzeby, bo gdyby to zależało od ciebie, nigdy byś nie wyszła za mąż. Addy potrzebuje domu, wzorca ojca. Nie możesz jej odmawiać tych wszystkich rzeczy, które ty miałaś dorastając. Przynajmniej rozważ propozycję Benicia. — Ellie straciła apetyt. Wiedziała, że matka ma rację – Addy potrzebuje ojca. To, że ona sama nie zaznała szczęśliwego zakończenia z Adrianem, nie oznaczało, że powinna odrzucać każdego mężczyznę, który stanie na jej drodze.

— Przemyślę to — powiedziała.

— Zostaniecie na kolacji? — zapytała Katrina.

Ellie pokręciła głową. — Muszę wstąpić do cukierni w drodze do domu i pomóc Addy przy szkolnym projekcie.

— Dlaczego nie otworzysz kolejnej?

— Dopiero teraz wszystko zaczyna iść ku lepszemu, mamo. Może w przyszłości.

— Jestem z ciebie dumna, Ellie. Wiem, że nie mówię tego często, ale jestem. Sama wychowałaś Addy, ani razu nie prosząc mnie o pomoc. Skończyłaś szkołę i teraz robisz to, co kochasz najbardziej – pieczesz. Naprawdę jestem z ciebie dumna.

Ellie przytuliła mamę. — Dzięki, mamo, to wiele dla mnie znaczy.

— Chcę tylko twojego szczęścia. Kiedy widziałam cię taką załamaną i zagubioną podczas ciąży, tak bardzo bałam się, że stracę was obie. — Ellie wiedziała, że matka nawiązuje do czasu, gdy niemal poroniła z powodu rozpaczy po Adrianie.

— Wiem, mamo, i doceniam to. Kiedy przyjdzie czas, wyjdę za mąż.

— Wychodzisz za mąż, mamusiu? — zapytała nagle Addy.

— Jeszcze nie, kochanie, ale gdybym się zdecydowała, jak byś się z tym czuła? — zapytała ją Ellie.

— Nie wiem. Czy miałabym braciszka albo siostrzyczkę? Większość moich koleżanek ma rodzeństwo.

— A chciałabyś mieć brata lub siostrę?

Addy pokiwała głową. — Wtedy nie czułabym się taka samotna.

— Och, kochanie. — Ucałowała ją w czubek głowy. Wzrok Ellie spotkał się ze wzrokiem matki; mogła się tylko domyślać, o czym Katrina myśli, ale na szczęście nic nie powiedziała. Spędziły z matką jeszcze godzinę, zanim ruszyły do domu, zatrzymując się po drodze w cukierni. Kiedy dotarły na miejsce, było spokojnie, w środku siedziało tylko kilku klientów. Poprosiła Addy, żeby usiadła, a sama poszła na zaplecze.

— Ellie! — zawołała Amara na jej widok. — Co ty tu robisz? — Amara zarządzała lokalem pod nieobecność właścicielki; pracowała dla Ellie od dwóch lat i były sobie bardzo bliskie.

— Zostawiłam dokumenty, właściciel lokalu będzie ich niedługo potrzebował.

— I jak idą sprawy z wykupem lokalu?

— Pan Aragon żąda absurdalnej kwoty w porównaniu do innych miejsc w okolicy, ale jeśli chcę wykupić ten sklep, nie mam wyboru. Dał mi kilka miesięcy, potem wystawi go na sprzedaż.

— Co zamierzasz zrobić? — zapytała Amara.

— Na razie nie wiem, ale coś wymyślę. — Ellie zabrała papiery. — Widzimy się w poniedziałek rano, ja otwieram, więc nie martw się.

— Zanim pójdziesz... wcześniej była tu bardzo dystyngowana kobieta, pytała o ciebie.

— Kto to był? Ktoś, kogo mogę znać?

— Po stroju i sposobie bycia powiedziałabym, że jest obrzydliwie bogata. Nawet samochód, którym przyjechała, mówił sam za siebie. — Ellie nie znała żadnych wpływowych osób, jej matka być może tak, ale ona sama wolała proste życie z dala od mediów, dlatego nie miała zbyt wielu znajomych.

— Ledwo kogoś takiego znam, Amaro. Poza tobą prawie nie mam przyjaciół. Jesteś pewna, że pytała o mnie?

— Eliana Lara – to ty, prawda? A szyld na zewnątrz mówi „Słodkości i Smakołyki Ellie”, nieprawdaż?

— Dobra, dobra, rozumiem. Czego chciała i jak się nazywa?

— Pani Velásquez. Mówi ci to coś? — Ellie pokręciła głową. — Wygląda na to, że twoje ciasta i pyszne smakołyki narobiły sporo szumu wśród sfer wyższych. Chciała zamówić torty, ciastka, muffiny i tarty – cała długa lista.

— Przecież wszystko mamy na miejscu.

— Ona chce, żebyś ty osobiście to dla niej przygotowała. Oto lista. — Amara podała jej kartkę. — Ma być gotowe na środę.

— Co?! — Ellie aż złapała się za serce. — Tak szybko? Nie damy rady przygotować tak wielkiego zamówienia w tym czasie.

— Ach, czy wspomniałam, że wygląda na kobietę, która nie przyjmuje odmowy?

— Wielkie dzięki, Amaro, na pewno nie zapomnę o tym szczególe.

— To nasze największe zamówienie w historii. Wiem, że dasz radę, poza tym masz mnie do pomocy. Powiedziała, że wróci w poniedziałek, żeby się z tobą spotkać i podać więcej szczegółów.

— Dobra. Następnym razem zadzwoń do mnie, zanim przyjmiesz tak duże zamówienie. Już teraz mamy braki kadrowe, a nie stać mnie na zatrudnienie kolejnych osób.

— Obiecuję. Podać ci coś?

— Nie, muszę lecieć, wpadłam tylko po to. — Ellie machnęła teczką. — Do zobaczenia. — W domu ugotowała kolację i pomogła Addy w lekcjach. Ten mały dom z dwiema sypialniami był dla nich bardzo przytulny. Salon, łazienka i kuchnia z małą wyspą pośrodku, przy której jadły posiłki.

Ellie kochała swoje życie. Jej matka miała rację w jednym – gdyby to zależało tylko od niej, nigdy nie wyszłaby za mąż. Jedyny mężczyzna, z którym myślała, że spędzi resztę życia, nie był obecny i nigdy nie będzie. Żaden inny nie zdoła zająć jego miejsca, niezależnie od tego, czy on kocha kogoś innego, czy nie. Zapewne jest już żonaty i ma dzieci ze swoją żoną. Ellie nigdy nie zadawała sobie trudu, by śledzić gazety czy wiadomości w poszukiwaniu informacji o nim. Wycięła go ze swojego życia i tak już zostanie.

— Chodź, kochanie, czas do łóżka — powiedziała Ellie, zbierając bloki rysunkowe ze stołu.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 2 - Ukryty sekret miliardera | StoriesNook