Moje usta rozchyliły się, gdy czekałam, aż usiądzie na miejscu kierowcy. „Jest późno. Dokąd jedziemy?”
„Zobaczysz”. Nie spojrzał na mnie, uruchamiając silnik.
Zerknęłam na swoje ubranie. „W—cóż, nie jestem nawet ubrana. Mogłeś mi powiedzieć, że my—”
„Nie zabieram cię na kolację, Verdant. Twój komplet domowy jest w porządku”.
Miasto zlało się w trzydziestominutową wstęgę sodowych latarni i zamknięt






