Wrzucił mnie do samochodu jak bagaż i zapiął nade mną pasy.
— Wrócę — rozległ się jego szorstki głos, a potem drzwi trzasnęły mi przed nosem.
Siła, z jaką mnie potraktował, pulsowała mi w czaszce, zmieniając ból w rytm werbli. Sprawiało to, że trzymanie otwartych oczu przypominało podnoszenie drzwi garażowych.
Nienawidziłam tego miejsca. Zbyt mocno śmierdziało nim. Zbyt mocno przypominało potwora.






