Łza spłynęła mi po policzku.
Wstał z krzesła, podszedł do stolika z tyłu, na którym czekała napoczęta butelka Sassicaia. Patrzyłam, jak nalewa trochę do kieliszka, a potem wraca do mnie z jedną ręką swobodnie wsuniętą do kieszeni, jakbyśmy byli w trakcie niezobowiązującej rozmowy.
Przyłożył kieliszek do moich warg. Tylko piorunowałam go wzrokiem, nie poruszając ustami ani o milimetr.
— Myślałem, ż






