Wyszliśmy razem w wieczór, z dwoma rysunkami schowanymi w płóciennej torbie, którą niosłam. Powietrze na zewnątrz smakowało jak cały ten dzień; czysto, mroźnie, ze słodkim posmakiem wczorajszych kolęd, a uliczne latarnie sprawiały, że śnieg wyglądał jak rozsypany brokat.
– Wracamy już do domu? – zapytałam, splatając ramiona na piersi, gdy szliśmy zaśnieżoną ścieżką.
– Jeszcze nie.
– Mówisz poważni






