Myśli plątały mi się w głowie. Potem uderzył pejcz, wyrywając ze mnie krzyk.
— Kurwa!
Kolejne uderzenie; tym razem domyśliłam się, że za słowo, które wypowiedziałam. „Istoty w obrożach nie mówią”.
Zatopiłam zęby w dolnej wardze, połykając błaganie, które próbowało się wydostać. Łza wypłynęła i spłynęła po policzku. Naprzeciwko mnie potwór wyglądał na całkowicie zrelaksowanego, jakbyśmy prowadzili






