— Wiesz, co to oznacza — powiedział, trzymając obrożę tak, bym nie mogła jej zignorować. — Pamiętasz zasady, prawda? Istota w obroży nie mówi — ona słucha.
— Ja... nie — pokręciłam głową, łzy przesłoniły mi wzrok. — Nie.
Obroża nie była jedynym problemem; mój wzrok padł na pejcz czekający na blacie.
Jego oczy się uśmiechały, ale szczęka pozostała twarda. — Ale nie masz wyboru, Verdant. Jesteś sama






