Perspektywa Tessy
Szłam za Ryderem bezszelestnie, uważając, by nie wydać z siebie żadnego dźwięku, gdy przemierzał zamkowe korytarze. Wydawał się zdeterminowany, by dotrzeć w konkretne miejsce, a jego ruchy były celowe, choć spowite tajemnicą.
Kiedy zatrzymał się pod drzewem przy dziedzińcu, powiódł wzrokiem po otoczeniu; z jego postawy emanowało napięcie, jakby na kogoś czekał.
Właśnie miałam pod






