Declan
„Gdzie. Ona. Jest”.
Słowa wycharczałem z siebie chyba po raz setny, niskim, zwierzęcym głosem, w którym nie zostało już nic ludzkiego.
Prawa ręka mojego ojca – Davis – wisiał przykuty do kamiennego filaru, a krew kapała powoli z jego rozbitej wargi. Był zbudowany jak każdy żołnierz, którego ojciec trzymał blisko: szeroki w barach, lojalny, uparty aż do głupoty. Ale nawet posiniaczony i drżą






