languageJęzyk
Strona główna/Zdrada/Zdobyta przez Alfę Straży Przedniej/Rozdział 4 - Przyjęcie z okazji osiemnastych urodzin

Rozdział 4 - Przyjęcie z okazji osiemnastych urodzin

Autor: Joooooe14 cze 2026

Perspektywa Mai

Mama spojrzała na moją twarz i wybuchnęła śmiechem.

— Dlaczego wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha? — zapytała.

— Vance jest synem Victora? — zapytałam; byłam kompletnie i całkowicie zszokowana. — Nie miałam pojęcia, że on miał dzieci.

Mama skinęła głową.

— Nie sądzę, by Vance był kiedykolwiek blisko ze swoim ojcem — wyjaśniła. — Z tego co wiem, mieszkał z matką w innej watasze. Kiedy jego ojciec zmarł, wrócił do Vanguard. Jako jedyny żyjący krewny Victora.

— Gdybym wiedziała, że to jego syn, nie zaprosiłabym go. Tak mi przykro…

— Przykro? Dlaczego? Cieszę się, że go zaprosiłaś. Twój ojciec będzie zadowolony. Bardzo lubi Vance'a. Mówi, że ma poukładane w głowie. Na pewno nie jest taki jak ojciec.

— Czyli mu ufamy? — zapytałam, unosząc brwi.

— Majeczko, nie możemy winić Vance'a za to, co zrobił jego ojciec. Powinnaś o tym wiedzieć lepiej niż ktokolwiek inny.

Posłała mi lekki uśmiech, przyglądając się mojej zmartwionej twarzy. Położyła rękę na moim ramieniu, zmuszając mnie, bym spojrzała jej w oczy.

— Obiecuję, że jeśli będzie powód do niepokoju, powiem ci o tym — rzekła łagodnie. — Ale na razie go nie ma. Vance nie jest czarnym charakterem. Te czasy mamy już za sobą.

Poczułam się lepiej, wiedząc, że ona się nie martwi. Ufałam matce bardziej niż komukolwiek.

— Więc, kiedy zamierzałaś mi powiedzieć o Sethcie? — zapytała mama, gdy wychodziłyśmy z mieszkania. Zatrzymałam się i odwróciłam do niej.

— Skąd o tym wiesz? — zapytałam.

Jedna z jej brwi powędrowała wysoko do góry, gdy mnie taksowała wzrokiem.

— Jestem twoją matką; nie ukryjesz nic przede mną — odparła.

Chciało mi się śmiać; zawsze wiedziała, kiedy coś jest na rzeczy.

— Tata wie? — dopytałam.

— A nie chcesz, żeby wiedział?

— Po prostu nie chcę, żeby w Radzie Alf zrobiło się dziwnie, to wszystko — wyjaśniłam. — Skoro tata Setha jest członkiem…

— Twój ojciec to profesjonalista. Nie pozwoliłby, by coś takiego wpłynęło na jego pracę — odparła. — Ale nie pisnę słowa, jeśli sobie tego nie życzysz. Zakładam więc, że nie spodziewamy się dziś wieczorem Setha.

To nie było pytanie.

Odwróciłam się i zeszłam po schodach, by przywitać przybyłych gości. Pierwsza osoba, którą zobaczyłam, nie była niespodzianką. Audrey. Moja najlepsza przyjaciółka. Podbiegła do mnie, rzucając mi się na szyję i niemal zwalając mnie z nóg.

Zaśmiałam się z jej entuzjazmu.

— O bogini, Maya! — pisnęła radośnie, obracając mnie. — Wyglądasz obłędnie! Jak się czujesz? Czujesz się na osiemnastkę?

Westchnęłam, kręcąc głową.

— Czuję się tak samo jak zawsze — powiedziałam. — Miałam nadzieję, że dzisiaj dostanę wilka…

— Dzień się jeszcze nie skończył, może jeszcze się uda — zapewniła mnie, uśmiechając się szeroko. — Tak czy siak, dostaniesz swoją wilczycę i to będzie coś wspaniałego!

Audrey dostała swojego wilka kilka miesięcy temu i od tamtej pory nie przestaje o tym opowiadać. Opisuje to jako posiadanie prawdziwego, szczerego przyjaciela, który zna cię od podszewki. Potem, widząc moją minę, dodała: — bez urazy. To po prostu coś innego… sama wiesz.

Zapewniłam ją, że nie czuję się urażona i wiem, o czym mówi.

Mama opowiadała mi o czasie, kiedy myślała, że straciła wilczycę na zawsze. To było jak utrata części samej siebie. W jej głowie panowała taka cisza, czuła się taka samotna. „Twój ojciec sprawił, że czułam się mniej samotna”, dodała.

To był dokładnie ten rodzaj miłości, o którym marzyłam; chciałam kogoś, kto sprawi, że będę czuła się mniej samotna, nawet jeśli nie będę miała wilka. Ale jednocześnie bardzo chciałam poznać swoją wilczycę. Zastanawiałam się, jak będzie wyglądać. Jaki będzie miała głos. Jakie będzie jej imię.

Wkrótce dom watahy wypełnił się ludźmi, których kocham; mama wniosła ogromny tort. Był to red velvet z czekoladowym lukrem – mój absolutnie ulubiony smak. Kiedy wszyscy śpiewali „Sto lat”, w moich oczach stanęły łzy.

Przez chwilę zapomniałam o zdradzie Setha. Zapomniałam o moim zmarnowanym pierwszym pocałunku.

Aż wszedł on.

Najpierw poczułam silny zapach pianek marshmallow, a potem zobaczyłam go stojącego w drzwiach naszego domu. Miał na sobie ciemną marynarkę i eleganckie spodnie. Włosy wciąż miał w lekkim nieładzie, ale tym razem nie był zlany potem.

Przywitało go kilku Alfów, w tym mój ojciec. Patrzyłam, jak podają sobie ręce; ojciec powiedział mu coś, czego nie słyszałam. Mama natychmiast stanęła u mojego boku.

— Vance wygląda dziś całkiem nieźle — szepnęła.

— No, wygląda — przyznałam. — Nie sądziłam, że się pojawi.

— Jesteś córką Alfy Marcusa; oczywiście, że się pojawi na zaproszenie. Prawie każdy Alfa tu jest.

Pomyślałam o naszym pocałunku sprzed kilku dni i na to wspomnienie poczułam, jak twarz mi płonie. Ale potem przypomniałam sobie, że Vance jest synem Victora. Nie sądzę, by wiedział, co zaszło między jego ojcem a moimi rodzicami. Nie wiem nawet, czy Vance wie, że jestem wilkiem Lumina. Nie jesteśmy aż tak powszechni i większość nie rozpoznaje nas na pierwszy rzut oka.

Zastanawiałam się, czy to w ogóle miałoby dla niego znaczenie.

Zawsze miałam to silne wyobrażenie o prawdziwej miłości. Moi rodzice ją mają; to była wizja, którą zawsze snułam dla siebie. Chciałam kogoś, kto kochałby mnie tak samo mocno, jak ja jego. Kogoś, kto zrobiłby dla mnie wszystko. Kogoś, kto by za mnie umarł. Ale nie widziałam Vance'a w tej roli. I nie byłam nawet pewna dlaczego.

Chyba Setha też nigdy tak nie postrzegałam.

Oczy Vance'a krótko omiotły pomieszczenie, podczas gdy Alfowie wciąż z nim rozmawiali. Wyglądało to tak, jakby czegoś szukał. Gdy tylko jego wzrok spoczął na mnie, odniosłam wrażenie, że to znalazł. Jego oczy nieco ściemniały. Posłałam mu uprzejmy uśmiech, mając nadzieję, że moja twarz nie zdradza moich myśli. On jednak zachował kamienną twarz; w końcu odwrócił wzrok, by porozmawiać z innymi Alfami.

Co za tupet.

Są moje urodziny, a on nie mógł nawet podejść, żeby się przywitać?

— Wszystkiego najlepszego, dzieciaku — powiedział mój wujek Caleb, beta watahy, podchodząc do mnie. Szybko mnie uściskał.

— Dzięki — odparłam z szerokim uśmiechem.

— Jak ci się udało namówić Alfę Vance'a do przyjścia? — zapytał, podążając za moim wzrokiem w stronę Vance'a, który nadal nie zwracał na mnie uwagi. — Ten facet nienawidzi imprez.

— Jak można nienawidzić imprez? — zapytałam, unosząc brwi.

— Zawsze był pod tym względem dziwny. Od dzieciaka. Zawsze skupiał się tylko na jednym: żeby dotrzeć na szczyt. Podziwiam jego ambicję, szczerze mówiąc, ale miło byłoby zobaczyć go czasem uśmiechniętego.

— On się nie uśmiecha?

— Chyba nigdy nie widziałem u niego uśmiechu — odpowiedział Caleb.

Jedyny rodzaj uśmiechu, jaki u niego widziałam, to drwiący półuśmieszek. Myślałam, że był blisko szczerego uśmiechu, kiedy dogadałam Sloane na jego lekcji, ale pewnie się myliłam. Kiedy znów spojrzałam na Vance'a, patrzył prosto na mnie.

Perspektywa trzecioosobowa

— Całkowicie mnie upokorzyła przy całej klasie — płakała Sloane do swojego nowego pocieszyciela, Setha.

Nie uważała Setha za swojego chłopaka, chciała po prostu sprawdzić, czy zdoła go ukraść Mai.

Co też uczyniła.

Odkąd Maya zaczęła chodzić do akademii, uwaga wszystkich skupiała się na niej. Sloane była kiedyś najlepszą uczennicą, teraz jest nią Maya. Sloane była w centrum uwagi, a teraz wszyscy mówią tylko o Mai.

Nie obchodzi jej, że Maya jest córką Alfy Marcusa; nie ma wilka, więc w oczach Sloane jest nikim. Jest gorsza niż Omega.

— Powinieneś słyszeć, co mi powiedziała, Seth — Sloane nie przestawała sapać z wściekłości. — Powiedziała też, że nie jesteś wystarczającym facetem, by sobie z nią poradzić.

— Mówi to ktoś, kto nie chciał mi dać — rzucił Seth, wywracając oczami. — Po prostu o niej zapomnij. Kto jej potrzebuje.

— Masz rację… — przytaknęła Sloane. — Ale to nie znaczy, że jej to odpuszczę.

— Co to ma znaczyć? Co planujesz zrobić?

— Słyszałam, jak rozmawiała z profesorem Vance'em po dzisiejszych zajęciach. Zaprosiła go na swoje urodziny.

— I co z tego? — dopytywał Seth.

— Myślę, że czas wbić na tę imprezę.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 - Przyjęcie z okazji osiemnastych urodzin - Zdobyta przez Alfę Straży Przedniej | StoriesNook