– LYRA, czekaj!
Prycham, słysząc za plecami wołanie Viktora. Wiatr niesie jego głos. Zapada noc, a kosy rozpoczęły już swoje wędrówki między niszami drzew. Światło księżyca, na które tak czekałam, nie wydaje się już tak piękne. Mruczę pod nosem, idąc w stronę lasu i nie pragnąc niczego innego, jak tylko świętego spokoju. Trawa chrzęści pod moimi stopami. Viktor nie przestaje mnie wołać, a fakt, że






