Olivia, punkt widzenia.
W lochu panowała cisza. Ciężko dyszałam, a pot spływał mi po czole.
Mężczyźni patrzyli na mnie z osłupieniem, a potem, jakby kruche szkło pękło, cisza przerodziła się w gromki śmiech.
Mój ponury wyraz twarzy nie zmienił się, patrzyłam na nich z nienawiścią i pogardą.
Dalej rechotali i ryczeli. Jeden z nich oparł się na przyjacielu dla podparcia, a trzeci ocierał łzy z oczu.






