Punkt widzenia trzeciej osoby
Zaskomlał, wisząc na łańcuchach. Jego biedne, małe ciało bolało po ostatnim biciu, jakiego doświadczył. Nie potrafił nawet unieść głowy, był na to po prostu zbyt słaby.
Słyszał głośne hałasy niosące się po całym domu sfory. Słyszał krzyki i płacz, które zdawały się dobiegać ze wszystkich stron. Słyszał warczenie i odgłosy tłuczonych rzeczy.
Jego ciało drżało z zimna, bólu i strachu. Nie miał pojęcia, co się dzieje, ale te dźwięki były przerażające. Nigdy wcześniej nie słyszał czegoś podobnego.
Zaskomlał ponownie, gdy usłyszał głośne huknięcie dobiegające z bliska. Warczenie zdawało się przybierać na sile i zbliżać, podobnie jak krzyki i płacz.
Brzmiało to tak, jakby wszyscy tam na zewnątrz umierali! Noah był tak przerażony, że jego małe ciało drżało jeszcze mocniej, gdy zwisał bezradnie na łańcuchach. Spróbował unieść głowę; udało mu się to odrobinę, a jego wzrok wreszcie złapał ostrość.
Rozejrzał się, ale jedyne, co dostrzegał, to zaschnięta krew na podłodze pod nim... jego własna krew. Było jej tak dużo, była wszędzie!
Nie czuł już nawet własnych dłoni; nie miał pojęcia, jak długo tu w ogóle wisi. Ale to z pewnością był długi czas, prawdopodobnie blisko tygodnia, jeśli nie dłużej.
Krzyknął, gdy usłyszał głośny huk dobiegający tuż zza ściany. Z pokoju obok sypialni Alfy, pokoju Bety.
Spróbował ponownie unieść głowę, słysząc w pobliżu głosy, ale na próżno, po prostu nie miał na to energii. Brakowało mu sił, by choćby podnieść głowę.
W końcu zdołał nieznacznie obrócić głowę, zaledwie na tyle, by dostrzec swoją szafkę. Tak bardzo pragnął, by móc się w niej teraz ukryć. To było jego bezpieczne miejsce; nikt nie mógł go zobaczyć, gdy był w środku.
To był jego pokój, jego łóżko. Tam przebywał, gdy Alfa go nie krzywdził. Tam przebywał, gdy nie wisiał na łańcuchach ani nie był przypięty do ławki.
Była to dosłownie szafka, dokładnie taka, jaką można spotkać w łazience, tylko bez umywalki na górze. Miała dwoje drzwiczek i była zaledwie na tyle duża, by mógł zwinąć się w kłębek i położyć. Jedyne, na czym mógł leżeć wewnątrz, to kilka podartych kawałków ubrań. Ubrań, które kiedyś nosił. Zanim Alfa z niego ich nie zszarpał.
Ale to i tak było lepsze niż nic, lepsze niż leżenie na nagim, twardym i zimnym drewnie.
Wiedział, że gdyby tam był, ktokolwiek tu jest i krzywdzi wszystkich, nie zdołałby go znaleźć. Nigdy by nie pomyśleli, by go tam szukać.
Chciał płakać, ale nie miał już nawet łez. Jego ciało było zbyt wysuszone, by uronić choć jedną.
Nie tylko nie pamiętał, kiedy ostatni raz jadł, ale też nie pamiętał, kiedy ostatnio wypił choć jedną kroplę wody.
Zaskomlał i krzyknął, słysząc głośne dźwięki dobiegające teraz z pokoju Alfy. Tuż po drugiej stronie ściany.
Noah znajdował się w specjalnym pokoju Alfy, pokoju stworzonym specjalnie dla Noaha. Alfa lubił go nazywać małą salą tortur Noaha.
Był to mały pokoik, który zbudował tuż przy swoim własnym pokoju, zaraz obok łazienki.
Usłyszał głośne warczenie dobiegające z pokoju Alfy. Usłyszał pękanie i trzask rozbijanych przedmiotów.
A potem nagle to usłyszał, poczuł to... Próbował nie wydawać z siebie dźwięku, ale nie potrafił się powstrzymać.
Niezależnie od tego, czy lubił Alfę, czy nie, wciąż był to jego Alfa. A śmierć twojego Alfy przynosi ból.
Zakrzyknął, wrzeszcząc z bólu, który poczuł w chwili śmierci Alfy.
– Co do cholery, skąd to dobiegło? – usłyszał czyjś głos.
– Kurwa, nie wiem, sprawdź w łazience. – Usłyszał kolejny głos tuż zza ściany, dobiegający z wnętrza pokoju Alfy.
Usłyszał otwierające się drzwi do łazienki, drzwi tuż obok jego.
Zaskomlał na ten głośny dźwięk, a jego ciało zadrżało jeszcze mocniej.
– Ciii. Słyszałeś to? Dobiega z drugiej strony tej ściany. – Usłyszał słowa jednego z nich.
Szukali drzwi. Nie wyglądały one jak zwykłe drzwi. Prawdę mówiąc, jeśli ktoś nie wiedział, że tam są, nawet by ich nie zauważył.
Usłyszały uderzenia i znów zaskomlał, choć nie chciał wydawać z siebie żadnego dźwięku. Nie potrafił jednak nad tym zapanować; głośne hałasy go przerażały.
– Muszą tu gdzieś być drzwi... Czekaj, co to jest?
Noah znów zaskomlał, słysząc kliknięcie... Znaleźli je!
Krzyknął, gdy otworzyli drzwi. Oślepiające światło wlało się do mrocznego pomieszczenia.
– Co to kurwa jest?... Jasna cholera!
Usłyszał słowa jednego z nich, podczas gdy drugi z trudem zaczerpnął tchu.
Oczy Noaha były zaciśnięte tak mocno, jak to tylko możliwe. Miał nadzieję, że jeśli zaciśnie je wystarczająco mocno, w jakiś sposób go nie dostrzegą. Ale dostrzegli go, i nie mogli uwierzyć w to, co widzą.
– O Bogini, co ten potwór zrobił!
****
Perspektywa Thaddeusa
Moi ludzie i ja wdarliśmy się do środka, błyskawicznie przypuszczając szturm na sforę Mrocznej Nocy. Szybko odkryliśmy, jak potworny był w rzeczywistości ten Alfa.
Nie tylko przez te obrzydliwe rzeczy, które robił członkom swojej sfory. Ale i przez fakt, że ci biedni ludzie nie potrafili nawet walczyć. Nie umieli się nawet obronić!
Kładliśmy ich z taką łatwością, padali na prawo i lewo.
Może czułbym się z tym źle, ale większość z tych mężczyzn była zła, byli podli, tak jak ich Alfa. Lubili krzywdzić swoje Omegi, każdego mniejszego i słabszego od siebie.
Nawet nie trzymali ich w domach, a przynajmniej nie te Omegi, które dotąd znaleźliśmy. Byli trzymani w czymś w rodzaju zbitych z drewna skrzyń lub klatek.
Byli całkowicie wystawieni na działanie żywiołów. Deszcz, wiatr, burze, śnieg... Znosili to wszystko; dach nie był nawet szczelny, podobnie jak ściany. Użyli desek, zostawiając pomiędzy każdą z nich dziesięciocentymetrowe szpary. Tak było z każdej strony, nawet z góry.
Te biedne Omegi były tam trzymane, jakby stanowiły bydło czy coś w tym rodzaju. Serce pękało mi na ich widok. Dostrzegłem łzy w oczach Xandera, a także kilku moich wojowników, kiedy na nich spojrzeli.
Byli cali w brudzie; podłożem była goła ziemia i – sądząc po zapachu i wyglądzie – ich własne odchody. Nie wyglądało na to, by mieli wyznaczone miejsce na załatwianie potrzeb. Nie mieli nawet głupiego wiadra!
Byli tak przeraźliwie chudzi, pokryci ranami – niektóre wciąż krwawiły, inne zdążyły pokryć się strupami.
Kulili się w kącie, gdy zbliżali się do nich moi ludzie. Obserwowałem, jak Jameson klęka. Widziałem, że płakał; jego ramiona trzęsły się, gdy chwycił za drewno i zajrzał do środka.
– Obiecuję, że nie zrobimy wam krzywdy, żadnemu z was! Jesteśmy tu, by was ocalić i stąd zabrać.
Powiedział, po czym wstał. Warknął, zrywając łańcuch z zawiasów. Otworzył furtkę i powoli wszedł do środka.
Natychmiast zaczęli skomleć i krzyczeć. Każdy z nich dygotał, lgnąc do pozostałych lub owijając ramiona wokół własnego ciała.
– Chodź tu, maleńki, nigdy bym cię nie skrzywdził, nigdy! – powiedział Jameson.
Obserwowałem, jak ten, do którego próbował dotrzeć, spogląda na niego ze łzami spływającymi po twarzy. Ale w jego oczach malowało się coś jeszcze... Szok, niemal jakby nie mógł uwierzyć w to, co widzi.
Wzdrygnął się, gdy Jameson go dotknął.
– Obiecuję ci, mój mały przeznaczony, nigdy bym cię nie skrzywdził!... Proszę, pozwól mi stąd cię zabrać!
Powiedział to, a mój żołądek skurczył się z wrażenia.
„O Bogini, to jego przeznaczony! Nic dziwnego, że tak płacze” – pomyślałem, obserwując tę łamiącą serce scenę rozgrywającą się przede mną.
Patrzyłem, jak Jameson wsuwa dłonie pod pachy Omegi, po czym powoli podnosi go i przytula jego drobne ciało do siebie, otulając małego Omegę ramionami.
Obserwowałem, jak obaj wybuchają płaczem. Mały Omega leżał bezwładnie w jego ramionach, zanosząc się szlochem. Jameson przytulił głowę Omegi do swojej szyi, po czym wsunął prawe ramię pod jego nogi, biorąc go na ręce. Stał tak przez moment, trzymając go w objęciach.
W końcu się odwrócił, wychodząc z tej małej, prowizorycznej klatki. Wreszcie mogłem dobrze przyjrzeć się jego przeznaczonemu i moje serce pękło na nowo. Był cały pokryty bliznami. Wszędzie widziałem siniaki, prawa strona jego twarzy była spuchnięta i sina. Reszta jego ciała była usiana rozcięciami i pokryta brudem.
– Zabierz go do domu, Jameson.
Powiedziałem, kładąc dłoń na jego ramieniu i delikatnie je ściskając, zanim ruszyłem przed siebie. Znajdę tego skurwiela i go zabiję! – pomyślałem, kierując się w stronę domu sfory z moim Betą, Xanderem, u boku.
Warknąłem, widząc, jak ich wojownicy wylewają się z domu sfory.
Poczułem, jak wysuwają mi się pazury, gdy popędziłem w ich stronę.
Jak dotąd niemal nikt nie musiał się przemieniać; ci głupcy nie byli w najmniejszym stopniu przeszkoleni.
Złapałem za gardło pierwszego idiotę, który na mnie rzucił; moje pazury wbiły się w jego szyję. Jego oczy rozszerzyły się z przerażenia, gdy położyłem lewą dłoń na jego klatce piersiowej. Szarpnąłem prawą ręką, zaciskając ją na jego gardle, i usłyszałem obrzydliwy dźwięk wyrywanej krtani.
Odrzuciłem jego ciało na bok, po czym zamachnąłem się prawym ramieniem z wysuniętymi pazurami i rozciąłem na wylot faceta, który myślał, że uda mu się zaatakować moją pierś własnymi pazurami.
Patrzyłem, jak krew tryska z jego gardła, gdy je przecinałem. Odwróciłem się, chwytając dłoń kolejnego głupca. I ten idiota również myślał, że zdoła przebić mi klatkę piersiową.
Obserwowałem, jak jego oczy robią się wielkie jak spodki, gdy wbiłem pazury w jego pierś, a moja dłoń zacisnęła się na jego sercu, po czym je wyrwałem.
Szedłem dalej przez grupę wrogów, eliminując ich z niezwykłą łatwością, dopóki wreszcie nie dotarliśmy do środka i nie zabezpieczyliśmy głównego wejścia.
Wiedziałem, że nie znajdziemy go na parterze, więc zostawiłem ten poziom swoim ludziom. Wysłałem oddział do piwnicy, a sam ruszyłem po schodach na pierwsze piętro.
Musiałem się upewnić, że w tej piekielnej dziurze nie ma więcej ukrytych Omeg.
Po dotarciu na pierwsze piętro, spojrzałem w głąb korytarza. Nie sądziłem, by był i na tym piętrze; wszystkie drzwi znajdowały się zbyt blisko siebie, co wskazywało na mniejsze pokoje dla wojowników.
Krzyknąłem na Keitha, by zabrał swój oddział i przeszukał to piętro. Mieli sprawdzić każdy pokój, każdą szafę, każdą łazienkę i zajrzeć pod każde łóżko.
Zabrałem Xandera i kolejne dwa oddziały, po czym ruszyliśmy dalej w górę, kierując się na drugie piętro.
I tu drzwi osadzone były zbyt ciasno, dając mi do zrozumienia, że na tym piętrze również nie ma apartamentu Alfy.
Wysłałem Roya i jego ludzi, by zajęli się tym piętrem, a sam wraz z Xanderem i ostatnim oddziałem ruszyłem na trzecie.
Zaczęliśmy przeszukiwać pokój po pokoju, wyważając każde zamknięte drzwi.
Sprawdzałem każde pomieszczenie wraz z moimi ludźmi; gdy tylko widziałem, że to zwykły pokój, szedłem dalej, pozwalając im się nim zająć i dokładnie go przeszukać.
Xander wyrwał z zawiasów kolejne drzwi, a potem mnie zawołał. Szybkim krokiem wszedłem do pokoju i zobaczyłem, jak Xander i Beta Alfy Nicholasa ścierają się ze sobą.
Dwaj Betowie w walce wręcz.






