languageJęzyk

Rozdział 5 Tadeusz

Autor: Aeliana Thorne3 kwi 2026

Perspektywa Thaddeusa

Dzięki Bogini mam świetny system wsparcia i mogę pozwolić sobie na trochę wolnego. Pozwoliłem Xanderowi i Marcusowi przejąć na chwilę obowiązki... To znaczy, jeśli Marcus nie spróbuje zabić Xandera.

Biedny Marcus... Stał się głównym celem żartów i psikusów Xandera.

Sądząc po tym, jak się sprzeczamy i walczymy, ale jednocześnie kochamy jak prawdziwi rodzeni bracia, można by pomyśleć, że nasza trójka jest ze sobą spokrewniona.

Patrzę na tę małą, śpiącą postać; biedny malec zemdlał w połowie ataku paniki.

Przyniosłem dodatkowe koce i poduszki, żeby móc spać na szezlongu.

Spojrzałem na niego raz jeszcze, serce mnie boli, gdy na niego patrzę. Jego ciało jest w tak złym stanie.

Lekarz wszedł wcześniej, gdy tamten był nieprzytomny. Po tym, jak się przebudził, wtulając się w poduszkę i koce.

Lekarz przyszedł, by go zbadać, podczas gdy wciąż był nieprzytomny.

Podłączył go również do kroplówki, ponieważ jest skrajnie odwodniony. Zrobił mu również kilka zastrzyków, podał antybiotyki, by zwalczyć infekcję, którą miał na plecach.

Miejmy nadzieję, że dzięki temu jutro poczuje się chociaż odrobinę lepiej, a jego biedne ciało trochę się zregeneruje.

Lekarz obejrzał jego rany i stan organizmu. Nie ma ani grama ciała na kościach.

Na jego nogach nie ma absolutnie żadnych mięśni. To dosłownie skóra i kości!

Lekarz stwierdził, że byłby zaskoczony, gdyby chłopiec potrafił chodzić.

Dał mu zastrzyk, by upewnić się, że nie obudzi się, podczas gdy on będzie opatrywał jego rany. Lekarz powiedział, że to jedne z najgorszych ran, jakie kiedykolwiek widział.

Opatrzył jego rany, niektóre z nich faktycznie wymagały założenia szwów. Kiedy skończył je zaopatrywać, zabandażował go.

Lekarz uprzedził mnie już, że chłopiec nie będzie miał zbytniego apetytu.

Doktor powiedział, że miejmy nadzieję, że poczuje głód, ale najprawdopodobniej będzie w stanie przyswoić zaledwie kilka kęsów.

Nic ciężkostrawnego, inaczej zwymiotuje. Tylko lekkie rzeczy, takie jak zupa.

Dzięki Bogini Grace jest doskonałą kucharką i gotuje jedne z najlepszych zup.

Sprawdziłem jego kroplówkę jeszcze raz, zanim położyłem się na szezlongu.

Budziłem się kilka razy w nocy, gdy dzwonił mój budzik.

Nastawiłem go, by sprawdzać, co u niego, co dwie godziny. Wiem, że to może brzmieć jak lekka przesada, ale naprawdę się o niego martwię.

Chciałem też upewnić się, że nie wyrwał sobie kroplówki ani nie zerwał bandaży.

Po sprawdzeniu kroplówki i upewnieniu się, że chłopiec wciąż śpi, położyłem się z powrotem na szezlongu i zasnąłem.

Obudziłem się chwilę później, słysząc skomlenie i płacz.

Szybko podszedłem do niego i z ulgą stwierdziłem, że wszystko z nim w porządku, ale jasne było, że ma koszmar.

Pocił się, po jego twarzy płynęły łzy, podczas gdy on lekko rzucał się przez sen.

"Dlaczego on zawsze mnie krzywdzi?"

Usłyszałem, jak mówi jego cichy, mały głosik.

Moje serce pękło jeszcze bardziej, kiedy usłyszałem te słowa.

Usiadłem obok niego, uważając na to, w jaki sposób go dotykam, nie chcąc wyrządzić mu bólu. Położyłem dłoń na jego ramieniu i lekko nim potrząsnąłem.

"Hej, maluchu, obudź się!"

Powiedziałem łagodnie, potrząsając nim.

Jego oczy gwałtownie się otworzyły, a następnie zaczął gorączkowo się rozglądać. Myślę, że szukał jego – tego drania, który go skrzywdził.

"Hej, w porządku, on już cię więcej nie skrzywdzi."

Powiedziałem, próbując go uspokoić.

Jego wzrok w końcu spoczął na mnie, po czym szybko odwrócił głowę, spuszczając wzrok, byle tylko nie patrzeć mi w oczy.

Wyciągnąłem do niego rękę, a on krzyknął i wzdrygnął się, cofając.

Zacisnął mocno powieki i zaczął drżeć. Patrzyłem, jak jego drobna klatka piersiowa gwałtownie unosi się i opada. Widziałem, że nadchodzi kolejny atak paniki, więc szybko zacząłem wydawać z siebie kojący pomruk.

Wypychając go z siebie tak głośno, jak tylko potrafiłem.

Po kilku chwilach zauważyłem, że jego oddech zwalnia i się wyrównuje. Jego oczy powoli się otworzyły, a wzrok wolno powędrował w górę. Widziałem, że nadal boi się na mnie spojrzeć, ale widziałem też, że tego chce.

"Nie musisz się bać na mnie patrzeć. Nigdy cię nie skrzywdzę, obiecuję!"

Powiedziałem tak łagodnym głosem, na jaki tylko było mnie stać. Niestety mój głos jest dość szorstki i głęboki.

Ale wydawało się, że to podziałało, i jego oczy w końcu powędrowały wyżej, aż napotkały moje.

Uśmiechnąłem się do niego, gdy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały, ale on szybko odwrócił wzrok.

Przypuszczam, że to dobry początek. Myślę, że nie zostanie uzdrowiony w jeden dzień. Ale z całą pewnością dołożę wszelkich starań, by uleczyć tego biednego malca z zewnątrz i od wewnątrz.

Nagle wpadłem na pewien pomysł. Sięgnąłem do szafki nocnej i wyciągnąłem latarkę.

Gdy tylko ją zobaczył, zakrył twarz ramionami i zaczął kwilić. Jego ciało zaczęło drżeć.

Spojrzałem na latarkę ze zdezorientowaniem, dopóki nie dotarło do mnie, o co chodzi. Zapewne przypominała coś, czym był bity.

Szybko pochyliłem się do przodu i wyłączyłem lampkę, po czym włączyłem latarkę.

"Hej, maluchu, nie zrobię ci krzywdy. Chciałem ci tylko pokazać coś fajnego... Patrz na to!"

Powiedziałem, umieszczając latarkę między kolanami.

"Jakie to zwierzę?"

Powiedziałem, umieszczając dłonie przed latarką, a następnie zacząłem formować króliczka z rąk i palców.

Spoglądałem na niego przez chwilę. Powoli przesuwał ramiona, aż w końcu mógł wyjrzeć. Skinąłem głową w stronę sufitu, a jego wzrok powędrował za moim ruchem.

Jego oczy rozszerzyły się, gdy zobaczył małego króliczka, którego robiłem. Jego ramiona opadły, a on przekrzywił głowę, obserwując mój teatrzyk cieni.

Wyglądał na zdumionego, widząc różne zwierzęta, które tworzyłem. Cienie dosłownie tańczyły na suficie, gdy robiłem jedno zwierzę po drugim.

Uśmiechnął się, kiedy zrobiłem ptaka, i musiałem wziąć się w garść, by po prostu go nie chwycić i nie przytulić. To był jego pierwszy uśmiech przy mnie. Jego twarz rozjaśniła się, kiedy spojrzał na tego ptaka.

W tamtej chwili wiedziałem, że to coś, co będę robił każdej nocy.

Bawiłem się w teatrzyk cieni, dopóki jego powieki nie zaczęły opadać.

Włączyłem lampkę stojącą obok niego, a następnie wyłączyłem latarkę i ją odłożyłem.

"Myślę, że to powinno stać się częścią naszej wieczornej rutyny przed snem, jak myślisz?"

Powiedziałem, uśmiechając się do niego. Powoli nawiązał ze mną kontakt wzrokowy, a ja poczułem, że mój uśmiech się poszerza.

Niestety szybko odwrócił wzrok, ale uznałem to za dobry znak. To wciąż krok naprzód. Staje się odważniejszy, tego wieczoru już dwukrotnie nawiązał ze mną kontakt wzrokowy... Albo raczej powinienem powiedzieć – tego ranka. Biorąc pod uwagę, że jest trzecia w nocy.

Naciągnąłem na niego koc, uważając, żeby go nie dotknąć. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnę, jest wywołanie kolejnego ataku paniki.

"Dobranoc, maluchu."

Powiedziałem, odwracając się i wracając na szezlong.

Leżałem tam, czekając, aż będę pewien, że usnął, zanim sam pozwoliłem sobie zasnąć.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 Tadeusz - Jego Złamana Omega [MM] | StoriesNook