Perspektywa Noaha
Czułem, że powoli się budzę, a jednak tak nie było. Wiem, że to sen. Budziłem się we śnie. We śnie, który na pewno już kiedyś miałem.
Budzę się... Nie wisząc na łańcuchach, ani nie będąc przywiązanym do ławki. Nie budzę się skurczony w mojej małej szafce...
Tylko budzę się w prawdziwym łóżku.
Mam 11 lat... Ojciec oddał mnie alfie, gdy miałem pięć lat.
Ledwie pamiętam, jak to jest leżeć w prawdziwym łóżku. Nawet mój ojciec zabrał mi łóżko na krótko przed moimi 5. urodzinami.
A jednak czasami wciąż śnię o łóżku.
Śnię o tym, że budzę się w ładnym, miękkim, ciepłym, wygodnym i przytulnym łóżku.
Wiem, że to brzmi jak głupi sen... Ale to zawsze było moje marzenie.
To, i żeby był przy mnie ktoś, kto mnie nie skrzywdzi. Ktoś, kto naprawdę by się o mnie troszczył.
Ale nie śnię o tym zbyt często i wiem, że nic z tego nigdy się nie wydarzy.
Mam nadzieję, że się nie obudzę. Korzystam więc z tego snu, z tej chwili, i wtulam twarz w miękką puszystość poduszki, dosłownie tarzając się i rozkoszując komfortem tego niesamowitego łóżka, póki mogę.
To musi być chmura! Nigdy w życiu nie leżałem na czymś takim!
I jest mi ciepło, nie jest mi zimno! Po raz pierwszy w całym moim życiu. Naprawdę czuję, że jest mi ciepło!
Moja Bogini, tak, to bez wątpienia jest sen!
Myślę, wtulając się w coś tak miękkiego, tak puszystego. Myślę, że to nazywa się poduszką. Pamiętam to słowo, chociaż brzmi tak odlegle, minęło tyle czasu.
Ale nie obchodzi mnie to, zamierzam chłonąć każdą odrobinę tego snu. Będę go pielęgnować na zawsze, pomyślałem, wciskając twarz głębiej w poduszkę.
Czuję, że zaczynam się kręcić, niemal tocząc się, gdy wiercę się i wpycham w tę puszystość. Chwytając puszysty koc, który mnie otacza, przyciągając go do twarzy i pocierając się o niego.
Czuję, że się uśmiecham. Moja Bogini, to czyste niebo! Nigdy nie chcę obudzić się z tego snu! Pomyślałem do siebie, zakopując twarz we wszystkim, w czym tylko mogłem się zakopać!
Ale nagle zamieram. Słyszę czyjś śmiech, to miękki, lekki śmiech, w zasadzie bardziej chichot.
Ale ich nie powinno być w moim cudownym śnie pełnym puszystości i ciepła. Zazwyczaj w tego typu snach nie ma nikogo.
Czuję więc, jak zamieram w bezruchu, nie ruszając się... Wstrzymuję oddech!
Czuję, jak ktoś dotyka tyłu mojej głowy, i wykrzykuję. Moje ciało sztywnieje i zaczynam drżeć. Ich dłoń się cofa.
"Tak mi przykro, maluchu, nie chciałem cię przestraszyć. Po prostu wyglądałeś tak uroczo, tarzając się po łóżku."
Powoli otwieram oczy, czując, że moja twarz wciąż jest wciśnięta w puszystą poduszkę.
Powoli odwróciłem głowę, bardzo, bardzo powoli. Obracając głowę w stronę głosu... Z nadzieją, że kiedy to zrobię, w rzeczywistości nikogo tam nie będzie. Ponieważ ostatecznie to mój sen... Nikogo nie powinno tu być!
Niestety, gdy tylko odwracam głowę wystarczająco daleko, widzę go. Mężczyznę siedzącego na łóżku obok mnie. Jego ciało było pełne tatuaży!
Ma długie włosy, sięgające za ramiona. I ten cały zarost, wyglądał tak przerażająco!
Czuję, że drżę, gdy tylko na niego patrzę. Szybko dociera do mnie, że to nie jest sen.
Gdzie ja jestem?... Dlaczego leżę w łóżku?
Czy to też jest w jego stylu?... O Bogini, użyje na mnie swojego rozkazu Alfy...
Ma mnie w swoim łóżku, zamierza użyć na mnie swojego rozkazu Alfy, żebym nie mógł się ruszyć. A potem mnie zgwałci, tak samo jak zrobił to mój Alfa.
Kwilę, po mojej twarzy płyną łzy, bo wiem, co nadchodzi. To był chory żart! Droczył się ze mną. Pokazywał mi, co mają wszyscy inni. Pokazywał mi, czego ja nie mam, ale oni owszem.
Coś ciepłego i miękkiego do spania.
Zamykam oczy, zaciskając je z całej siły. Mając nadzieję, że może tym razem, jeśli moje oczy będą wystarczająco mocno zaciśnięte, nic nie poczuję.
Poczułem jego dłoń na moim ramieniu i krzyknąłem. Dosłownie wyleciałem z łóżka, przebiegając niemal całą jego długość w jednym skoku. Chwyciłem się pościeli, próbując z niego nie spaść.
Wiedząc, że gdybym naprawdę spadł, poważnie bym się zranił.
Wiem, że to brzmi głupio, ale mam 11 lat i jestem pewien, że ważę tyle, co czteroletni wilkołak.
Prawie mnie nie karmią, tak wiele moich kości łamano raz za razem. Jestem nieustannie bity, biczowany, torturowany i gwałcony.
Zwykły, mały upadek z łóżka mógłby wyrządzić tak wiele krzywdy i szkód mojemu kruchutkiemu ciału. Trzymam się więc kurczowo, ratując własne życie. Ale brakuje mi sił. Czuję, że moje pośladki zwisają poza krawędź łóżka, ale nie mam siły, by się utrzymać. Krzyczę, gdy tracę chwyt i spadam.
Wiedząc, że nadejdzie potworny ból, kiedy uderzę. Wiedząc, że poczuję łamiące się kości, gdy uderzę o podłogę. Bo tak zawsze się dzieje. Takie drobne upadki zawsze łamią mi kości... Przygotowuję się więc na to, gotowy, by krzyczeć.
Ale zamiast twardej ziemi, czuję obejmujące mnie ramiona, które zgarniają mnie, zanim zdążyłem uderzyć o ziemię.
Moje oczy otwierają się szeroko, gdy rozglądam się, próbując zrozumieć, co się stało. I wtedy widzę, jak na mnie patrzy.
Zacząłem płakać, próbowałem wyrwać się z jego ramion. Zazwyczaj bym tego nie zrobił, ale on jeszcze mnie nie zna. Mam więc nadzieję, że jeśli wywinę mu się z ramion, może zostawi mnie w spokoju. Może mnie nie skrzywdzi. Może mnie nie zgwałci.
"Hej, maluchu, uspokój się! Nie zrobię ci krzywdy!"
Słyszę jego słowa, ale mu nie wierzę. Widzę go i czuję jego zapach... Jest Alfą! A wszyscy Alfowie kłamią.
Alfowie są źli, kłamią i ranią. A potem, gdy już cię skrzywdzą, ranią cię jeszcze bardziej. Gwałcą, biją i torturują, aż nic nie zostaje. A nawet wtedy, gdy nic już z ciebie nie zostało, jakoś dają radę zabrać jeszcze więcej. Jakoś potrafią zranić cię jeszcze bardziej.
Nie mogę oddychać, wyrywając się mu. Wiem, co nadejdzie.
Czuję, że ogarnia mnie panika, moje serce wali, jakby miało wyskoczyć mi z piersi. Płuca pieką, gdy z trudem łapię powietrze. Ale każdy oddech wydaje się tak pusty, po prostu nie dostaję żadnego powietrza.
Nazywał to moimi głupimi, małymi atakami paniki. Zazwyczaj w ich trakcie ranił mnie jeszcze bardziej.
W pełni wykorzystywał moje ataki paniki i krzywdził mnie tak mocno, jak tylko potrafił, dopóki nie zemdlałem. Zazwyczaj słyszę, jak się z nich śmieje. Uważa je za zabawne, ale ja zawsze czuję, że umieram w ich trakcie.
Już samo to sprawia, że panikuję jeszcze bardziej.
Nagle odczuwam dziwne wrażenie... Jest szorstkie... To jakiś rodzaj wibracji. Mogę to wręcz usłyszeć!
Tak, to zdecydowanie wibracja. Czuję, że zaczynam się na niej skupiać. Próbując dokładnie zrozumieć, co słyszę.
I gdy to robię, czuję, że moje płuca w końcu wypełniają się powietrzem. Biorę głęboki wdech, jest tak głośny, gdy napełniam płuca.
Wypuszczam powietrze, po czym biorę kolejny potężny wdech. Czuję powietrze, mogę oddychać!
"Właśnie tak, maluchu, oddychaj, braciszku!"
Usłyszałem, jak mówi. Ale wiedziałem, że to sobie wyobrażam. Nie jest moim bratem!... Jest Alfą!
Właśnie wtedy, gdy w końcu byłem w stanie oddychać, znowu wpadłem w panikę.
Alfa!... Zaczynam się rzucać, desperacko próbując od niego uciec. Próbując uciec od Alfy, który mnie trzyma. Wiem, że zrobi mi krzywdę, nie mogę oddychać, nie mogę oddych...






