Stalowoszare oczy wpatrywały się w Bailey i Rexa z odległości pół mili od miejsca, w którym siedział. Toby podążał za nimi po całym terenie od momentu, gdy odeszli od tamtego straganu z winogronami.
Krył się w tłumie, kiedy Bailey i Rex lepili tamtego bałwana, uważając, by go nie dostrzeżono ani nie odkryto jego obecności. Był na to tak wyczulony, że nie mógł zawołać Bailey ani Rexa, gdy dostrzegł






